sarcodon
Użytkownik-
Posts
14 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by sarcodon
-
Dzięki, poczytałem trochę na forach i dowiedziałem się kilku rzeczy. Będę zamawiał Armortip.
-
Zdaję sobie sprawę, że nic nie zapewni 100% ochrony przed przebiciem, ale przynajmniej zminimalizuje ryzyko. Dzięki Wiciok, znajdę tam coś dla siebie.
-
Witam, Potrzebuję rękawice taktyczne. Wymogiem jest wzmocnienie kewlarem opuszek palców, tak aby ewentualna igła nie mogła ich przebić. Czytam recenzje, szukam i nie mogę nic znaleźć. Czy możecie coś polecić? Tak do 250zł
-
Witam, Zakupiliśmy na drużynę Bowmany z wtyczkami Kenwood z myślą o przerobieniu ich na Motorolę, jednak okazało się to trudniejsze niż myśleliśmy. Staraliśmy się przerobić na wtyczki Micro Jack (na przewód trójżyłowy), na zasadzie: "coś z czymś trzeba spiąć". Wykożystaliśmy chyba wszystkie możliwości, a udało nam się dojść tylko do momentu w którym działa: przycisk + słuchawka lub przycisk + mikrofon. Staraliśmy się znaleźć osobę ogarniętą w temacie, w serwisach z CB, ale nie udało się. Czy ktoś miał podobny problem z którym sobie poradził i jest w stanie oświecić nas dobrą radą? lub: Czy ktoś zna kogoś w okolicach Szczecina, kto się na tym zna? Będziemy wdzięczni za pomoc
-
Po przesmarowaniu glock działa bez zarzutu, ale pojawił się inny problem. Przejechałem nim po piachu i dość szybko się zaciął. Już wiem że musi być czyściutki, w przeciwieństwie do modeli elektrycznych, a przed użyciem należy umyć rączki. Domyślam się że dotyczy to znacznej większości gaziaków z ruchomym zamkiem, jednak nie to stanowi problem. Problemem jest to, że po rozłożeniu, wyczyszczeniu i przesmarowaniu, coś wyskoczyło i nie potrafię go złożyć... Nie jestem pewien czy wszystkie części znalazłem. Chodzi mi o dolną część leżącą na samym tyle, zbudowaną z kilku sprężynek i młoteczka (zwał jak zwał) który powoduje wyziew gazu z maga. W związku z tym proszę osoby które mają chwilę czasu wolnego, o zrobienie kilku zdjęć mechanizmowi (dokładniej z lewej i z prawej to, co chowa się do rękojeści) i wrzuceniu ich tutaj. Będę bardzo wdzięczny za pomoc :wink:
-
Powrócę do swojej sprawy. Byłem wczoraj (1 kwietnia) na komendzie straży miejskiej, w celu wyjaśnienia o co chodzi z paragrafem który wpisali mi do mandatu. Zostałem przez zastępcę komendanta po prostu olany tekstami typu: "nie mam dzisiaj czasu, proszę przyjść po świętach" - pomimo że gość wiedział, że do dzisiaj (2 kwietnia) możemy odwołać się do sądu w sprawie o anulowanie mandatu. Jedyne czego się dowiedziałem to to, że artykuły są ustanowione przez Radę Gminy, jednak zastępca komendanta nie chciał mi ich zacytować, powiedzieć gdzie mogę je znaleźć, ani nawet wskazać inną osobę do której mógłbym się zgłosić. Rozmowa skończyła się tekstem: "Niech pan przyjdzie jutro, może znajdę czas". Poprosiłem więc reporterkę Kuriera Szczecińskiego okręgu gryfińskiego o pomoc i dzisiaj rano, razem poszliśmy na komendę. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Gdy tylko weszliśmy do zastępcy komendanta, ten od razu poprosił o nienagrywanie rozmowy. Pani reporter zapytała się czy mają coś do ukrycia? I oto zastępca komendanta, który wczoraj pokazywał co to nie on, nagle stał się bardziej pokorny. Zastępca umywał ręce od sprawy i wezwał do siebie funkcjonariuszy, którzy wystawili mandaty. "Ściągnięcie" ich z miasta zajęło pół godziny, pomimo że jednego z nich widzieliśmy tuż po wejściu do komendy. Strażnicy nie chcieli podać do gazety swoich danych. Rozmowy nie będę przytaczał, znajdzie się ona niedługo w Kurierze Szczecińskim (dam znać). Chodziło głównie o to, że strażnicy nie potwierdzali jednej wersji wydarzeń i, co najważniejsze, nie byli w stanie przytoczyć artykułu na który się powoływali wypisując mandat. Dowiedziałem się także, że mandaty nałożone zostały "za zaśmiecanie" (biodegradowalnymi kulkami), a nie "za wtargnięcie", jak usłyszałem przy przyjmowaniu mandatu. Napisaliśmy grupowo, każdy z osobna, odwołanie do sądu, powołując się właśnie na brak spójności zeznań strażników dzisiaj i tydzień temu. Oraz że na mandacie jest wydrukowane: "Na podstawie art.95.1 i art. 96.1 ustawy z dnia (...) Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia (...)" , a artykuł 40.3 z tego kodeksu brzmi zupełnie inaczej niż "zaśmiecanie" lub "wtargnięcie" i nie ma nigdzie wzmianki o tym, że art.40.3 jest z Rady Gminy. Automatycznie więc (jeżeli nie ma wzmianki, że jest inaczej), kodeksem głównym jest kodeks z górnej części mandatu (czyli kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia...). Jest to tzw. "błąd formalny" - czyli tak na prawdę jedyna szansa na anulowanie mandatu w grodzkim (będzie rozprawa - dam znać jak to wygląda). Zdaję sobie sprawę, że szanse na wygraną są niewielkie, ale przynajmniej będzie ładny artykuł w gazecie, o podejściu strażników do zwykłych ludzi. Pomimo że przyjąłem mandat (i trochę tego żałuję), jednak ze względu na błąd przy jego wypisywaniu, być może wyjdę na tym lepiej niż na rozprawie. Nawiązując jeszcze do wypowiedzi kolegi: Moim obowiązkiem, jako człowieka z "czystym sumieniem", jest przestrzeganie prawa, bezinteresowna pomoc innym na wszelkie sposoby, dbanie o symbole narodowe itp. Jednak nie można nakładać klapek na oczy i nie widzieć pewnego typu nadużyć. WSZYSTKO należy przestrzegać z umiarem. Nie uważam za obowiązek np. pomoc Lechowi K. żeby został ponownie prezydentem, tak samo nie uważam żeby płacenie za mandat nałożony w sposób budzący kontrowersje było czymś złym. Ale to jest moje zdanie Wiadomo, każdy ma swoje i nie każdy się ze mną zgodzi.
-
4 z 6 osób, które przyjęły mandaty to studenci bez legalnego źródła dochodu. W tym wypadku "święty spokój" polega na olaniu sprawy, bo po 3 latach mandaty ulegają przedawnieniu 8) Wybiorę się w czwartek na komendę i poproszę o zacytowanie mi ART. 40.3. Sam szukałem na necie co to może oznaczać. Przejrzałem chyba wszystkie kodeksy i nie znalazłem nic, na co mogli by nałożyć mandat. A jeżeli popełnili błąd przy wypisywaniu mandatu, to jest pewna szansa na jego anulowanie. Bez względu na to, że mandat został przyjęty (wiem z własnego doświadczenia). Dam znać jak to wygląda.
-
Prawda jest taka, że strażnik nałożył mandat za wtargnięcie na nie swój teren. Nie robiliśmy nic złego, ale wg. prawa "wtargnęliśmy na nie swój teren" i to wystarczy. Faktem jest, że po każdym pytaniu dostawał wystarczającą odpowiedź, a nawet dzwonił przy nas 2 razy na komendę, żeby dowiedzieć się co ma dalej robić. Wtedy zadawał kolejne pytania szukając haka. Domyślam się, że nałożyli mandaty ponieważ zbliża się koniec miesiąca, a nie mieli jeszcze wyrobionej normy lub po prostu dla tego, żeby pokazać kto tu rządzi. Przypomniał mi się jeden z ich lepszych tekstów: "Chłopaki, na prawdę fajna sprawa to ASG, ale mandat musi być...". To tylko potwierdza po co do nas przyjechali.
-
właśnie dlatego: Niestety bardzo życiowe. Zapewne nie jedna osoba się ze mną zgodzi. Pretensje mam o to, że z policją można się dogadać, a Straż Miejska zazwyczaj pokazuje się z najgorszej strony. Zwłaszcza w małych miastach. Co do paintballa - kiedyś słyszałem, że ze względu na moc należy arenę oznaczyć. Być może się mylę. Kultura - zazwyczaj na odpowiednim poziomie. Fakt, wymknęło się.
-
Chciałbym dodać coś od siebie do tematu: Wczoraj, jak w prawie każdy weekend od kilku lat, zrobiliśmy wypad w to samo miejsce, co zwykle - opuszczone sanatorium. Jak zwykle dobrze się bawiliśmy do momentu kiedy to na arenie pojawiła się kobieta z rottwailerem spuszczonym ze smyczy, bez kagańca, który rzucił się na kolegę z drużyny (na szczęście nic mu nie zrobił). W sposób 100 % kulturalny zasugerowaliśmy jej żeby sobie poszła, ewentualnie trzymała psa przy sobie (bez żadnych epitetów itp.). Kobieta nas posłuchała, więc kontynuowaliśmy rozgrywkę. Niecałą godzinę później pojawił się patrol straży miejskiej, który zakończył dobrą zabawę. Jak się okazało - trafiliśmy na służbistę, który szukał pretekstu żeby pokazać kto jest górą. Fragment rozmowy: (Straż Miejska) - Dlaczego arena nie jest oznaczona taśmą? (Ja) - To nie jest paintball tylko asg, więc nie trzeba oznaczać. (SM) - Dlaczego wchodzicie do budynków, które grożą zawaleniem? (Ja) - Nigdzie nie ma tablic "zakaz wstępu". (SM) - Dlaczego strzelacie jak ludzie przechodzą (Ja) - Nikt nie strzela do, ani obok osób, które nie biorą udziału w zabawie. Dużo bardziej niebezpieczne jest spuszczenie rottwailera ze smyczy, niż latanie z imitacjami broni. Dlaczego nie zainteresujecie się tamtą panią? (SM) - Bo nie dostaliśmy oficjalnego zgłoszenia na nią, a na was tak (ta odpowiedź tylko potwierdza stereotypowe myślenie o Straży Miejskiej...) (...) (SM) - Macie pisemne zezwolenie na zorganizowanie zgrupowania? (lub coś w tym stylu) (Ja) - A czy idąc grać w piłkę nożną musimy się kogoś pytać o zgodę i prosić pisemnie miasto o udostępnienie boiska? (SM) - Macie pisemną zgodę gminy o wkroczenie do budynków? (Ja) - Jak już mówiłem, nie ma nigdzie znaków "zakaz wstępu" lub "teren gminy" Strażnicy twierdzili, że nie musi być. Zaczęli wyliczać ile grzywny lub w zawiasach grozi za "wtargnięcie" na nie swój teren. Skończyło się na wystawieniu 6 mandatów na 100 zł dla osób mających ze sobą dokumenty i upomnienia dla reszty. Mało tego strażnicy wyskoczyli z tekstem: "Musicie przyznać, że 100 zł jak na tak długi czas to mało..". Niestety jestem jednym z szczęśliwców którzy trafili w "setkę", a mandaty przyjęliśmy dla świętego spokoju, ponieważ miałem już do czynienia z grodzkim i wiem, że w porównaniu do zdania „organu władzy” – zdanie zwykłego obywatela jest bez znaczenia. W poście chcę zwrócić uwagę na niektórych cwaniaczków ze służb mundurowych, z syndromem Czaka Noria, oraz na ułomność prawa – za picie pod sklepem dostali byśmy co najwyżej 50zł, a za zabawę na odludziu, w miejscu przeznaczonym do rozbiórki, które należy do gminy a nie do osoby prywatnej, gdzie nic nie niszczymy i nikomu nie przeszkadzamy (poza tą suką z psem) grozi mandat 100-500 zł, 2 miesiące w zawiasach i 3000 zł grzywny… Dodam jeszcze, że wcześniejsze kontakty z policją kończyły się spisaniem, pouczeniem i tekstami typu „Fajne, też sobie takie kupimy”.
-
Jestem użytkownikiem tej właśnie repliki od pięciu miesięcy, więc napiszę jak to wygląda u mnie: Plusy - cena - z 10 m trafisz w mały cel wielkości płyty CD - bardzo wytrzymały na upadki i ciągnięcie po betonie (ze względu na słabą jakość zaczepu w kaburze i zbyt długą smycz :) ) - ani razu nie doszło do niekontrolowanego wystrzału - dość spora moc repliki (porównując do podobnego przedziału cenowego z elektrycznymi) Minusy - co najmniej raz przy opróżnianiu magazynka zamek zacina się cofnięty do połowy, blokowany przez kulkę - zamek nie zawsze odskakuje po opróżnieniu magazynka, a później oddaje tylko puste strzały gazem - problem z selektorem trybu "safe", mianowicie znajduje się on pod (a w zasadzie nad) montażem latarki/celownika laserowego. Po zamontowaniu nie można zablokować funkcji oddawania strzału. Na szczęście posiada podwójny język spustowy więc nie zdażyło mi się, żeby replika sama wystrzeliła. - załadowanie gazu wystarcza maksymalnie na 2 magazynki Jest jeszcze jeden minus którego nie rozumiem i mam nadzieję, że ktoś pomoże wyjaśnić mi o co chodzi: Replika strzela w domu jak powinna, a przy wypadach w teren mniej więcej po 2 godzinach magazynek nie podaje kulek po wystrzale w sposób automatyczny. Trzeba wtedy przeciągnąć zamek ręcznie żeby załadować następną kulkę. Domyślam się że to wina warunków atmosferycznych, ale z drugiej strony po wpuszczeniu gazu do magazynka, ten robi się lodowato zimny więc wyklucza to wpływ temperatury. Jest to moja pierwsza replika na gaz i jeszcze nie rozbierałem jej na czynniki pierwsze więc nie wiem gdzie szukać przyczyny. Będę wdzięczny za pomoc.