Tak przy okazji i niejako kontynuując. GLONASS jako przydatny do czegokolwiek upadł w sumie kilkanaście lat temu. A to dlatego, że satelity obsługujące system po prostu się popsuły, a na wysłanie nowych brakło w nowej, lepszej Rosji pieniędzy. Obecnie rosjanie zapowiadają wysłanie kolejnych satelitów. Co z tego wyjdzie, zobaczymy.
Co do wspólnych odbiorników GPS-GLONASS, tutaj także poszło o koszty. Oba systemy działają na całkowicie różnych zasadach, a więc wspólny odbiornik musiał być dwa razy droższy. Dodatkowo zawierał moduł porównujący pozycję uzyskaną z obu systemów, dość dokładnie obliczał wartość błędu i starał się pozycję prezentowaną użytkownikowi poprawić. Pisze starał, bo z tym to jest różnie. Tak więc mieliśmy drogie urządzenie nie będące wcale lepsze od typowego odbiornika GPS-u. A potem padły satelity i GLONASS razem z nimi.
Jeśli chodzi o Galileo, to owszem, ma ruszyć. Czy ruszy nie wiadomo, a to dlatego, że kolejne kraje wycofują fundusze. Nie wiem, czy wiecie, ale w około 20% budowę systemu europejskiego finansują Indie i Chiny... Oczywiście palce maczają tu też amerykanie, którzy nie bardzo chcą się dzielić zyskami (a nie są to małe pieniądze, dziś prawie wszystko działa z pomocą GPS-u, nawet bankomaty).
Jeśli zaś chodzi o zastosowanie GPS-u do nawigacji, przynajmniej takiej o jakiej tu piszemy, to właściwie najważniejsza jest tu mapa. Czy to będzie odbiornik z palmtopem czy innym urządzeniem, czy najtańszy model (ja swój kupiłem za 100pln) z zwykłą, klasyczną mapą i kompasem, to już nie ma większego znaczenia. Bo co zrobimy z pozycją nawet super dokładną, jeśli nie mamy mapy? A gdzie szukać dobrej mapy? Wszędzie. Przy czym na przykład mapy turystyczne chlubnie opisane jako "zgodne z GPS-em" najczęściej zgodne nie są, a jest to tylko chwyt marketingowy. Także wybór urządzenia czy urządzeń w sumie zależy od zasobności portfela.
Pozdrawiam,
Bartek