Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Wochu

Użytkownik
  • Posts

    61
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

1,268 profile views

Wochu's Achievements

  1. Dzięki, Domin jeszcze raz za organizację udanej imprezy a uczestnikom za dobrą zabawę. W zasadzie wszystko się moim zdaniem udało - nie widziałem żadnej ewidentnej terminatorki czy innego "niesportowego" zachowania. Zadania były proste i przejrzyste (jakby ktoś nie był pewien - to zaleta). Mi osobiście bardzo spodobały się tablice z nazwami miast stylizowane na kreteńskie biało-niebieskie (i oczywiście tablica ostrzegawcza na lotnisku). Niby szczegóły a pozwoliły poczuć się jak na jakimś obcym, dzikim lądzie ;) Strona niemiecka dodatkowo uatrakcyjniła sobie rozgrywkę złym rozdysponowaniem nieszczęsnych ładunków wybuchowych, co mnie w pierwszej chwili wpieniło, jednak bardzo szybko poczułem, że urealniło to zabawę - niespodziewanie sytuacja wymknęła się spod kontroli - nagle największym zmartwieniem przestał był przeciwnik a zaczęła być logistyka - jak to w życiu ;) No i ta pogoda - iście kreteńska, skutecznie utrudniała wszystkim życie. Słowem: klimat, jakiego zawsze oczekuję od ASH. Do następnego razu! Horrido!
  2. Domin: https://www.specshop.pl/product-pol-5920-King-Arms-Magazynek-Mid-Cap-MP40-110-ABS.html Mam Stena i pracuję w bałaganie zwanym Specshopem, wiem co mówię ;)
  3. Wszystko wskazuje na to że będziemy mieli dodatkowych dwóch Fallschirmjagrów. Niestety ze względu na sprawy rodzinne potwierdzą się chłopaki dopiero w piątek po południu. Odnośnie powyższych dyskusji chciałbym jeszcze dorzucić swoje 3 grosze: 1. Cokolwiek tu nie napiszemy, trzeba pamiętać że przywilejem organizatora jest ułożenie zasad gry. Może nam się coś podobać, coś nie. Jeśli więcej rzeczy się nie podoba - nikt nie zmusza nas do uczestnictwa. Płacąc Wam 40zł zgodziłem się postępować wedle Waszych fanaberii ;) ALE zawsze można wnieść pewne uwagi :D 2. Rozumiem Wishu Twój argument w sprawie "odzewów", chociaż jednocześnie zastanawiam się kto jest na tyle zakręcony by dyskutować w środku gry "Ty mów pierwszy". Jeśli oponent nie odpowiada to posyła mu się serię i nagle język się rozwiązuje. U mnie zawsze to działa. A jak doszło do FF to należy dosadnie uzmysłowić delikwentowi że sam jest sobie winny. O ile postaram się postępować wg Twoich zasad, o tyle nie możesz liczyć że z dnia na dzień zmienię swoją automatykę, np. w przypadku podchodzenia przeciwnika daję ciała, słychać mnie, on się obraca z wycelowanym karabinkiem i krzyczy "kto tam?". No kurde - hipopotam. Automatycznie odpowiem ogniem, bo wpadłem i zadziała instynkt samozachowawczy. Myślę, że każdy co bardziej rozgarnięty w takiej sytuacji zachowa się podobnie i to nie będzie zachowanie po złości ale działanie instynktowne i logiczne z resztą. IMO o wiele lepszym rozwiązaniem jest korzystanie z sytemu zawołań-odzewów. W prowadza to dodatkowy fajny element (musisz zapamiętać hasło, ktoś sprytny może zgadnąć lub zasłyszeć hasło przeciwnika a nieogary w ogóle zapomną ustanowić hasło i odzew). A jeśli ktoś mimo to nie chce podać odzewu do hasła... włożyłbym to w ramy wojny psychologicznej ;) 3. Proponowana przez Ciebie ilość kulek na replikę, uważam jest do poprawy. 400 kulek w MG to stanowczo za mało. Sam masz takiego potworka i wiesz, że w tych wszystkich zakamarkach w mechanizmie trommla ginie, myślę że przynajmniej 100 kulek (jak nie więcej), których nijak nie wystrzelisz. Ponadto MG tym samym traci rolę karabinu wsparcia. Jakie mam szansę z przeciętnym posiadaczem Thompsona czy Stena uzbrojonego w 5x110 kulek, który strzela z takiej postawy jaka mu się podoba, jest mobilny, wymienia szybko magazynki i raczej nie zdarzają mu się puste strzały. A zasięg ma w zasadzie identyczny. Sugeruję by MGta miała 2 razy tyle kulek co przeciętny, dobrze uzbrojony piechur czyli 1000-1200 kulek. Ponadto leci na łeb klimat/realizm. Doktryna wojenna III Rzeszy kładła nacisk na wykorzystanie MG jako elementu oddziału, który ustala tempo natarcia, jak również siłę defensywną. Na wojnie jak padała MGta to padał cały oddział z reguły. Myślę że i dla Aliantów frajdą jest niszczenie stanowisk MG, bo w rzeczywistości właśnie takie stanowiska stanowiły wrzód na dupie piechocie alianckiej i często to takie pozycje z MGtami właśnie kreowały taktykę czy nawet strategię poszczególnych oddziałów. Również nie uważam, że low capów powinno się mieć ile dusza zapragnie. Moja propozycja: Low-cap x8, mid-cap x6, hi-cap x 2 (choć tutaj poważnie zastanowiłbym się czy nawet nie jeden) i tyle samo bębnów. W pistoletach dałbym ograniczenie standardowego wyposażenia do magazynków tzn. ja jako Niemiec mam Lugera z 2 magazynkami bo tyle mi się mieści w kaburze, natomiast Amerykanin w Colcie ma już 3, bo regulaminowo dostawał sztukę z pistoletem i dwie do ładownicy. Mamy tutaj naturalną przewagę Amerykanów, chociaż ona się trochę zaciera jeśli Szwab będzie nosił Browninga HP. 4. BAR z założenia był bronią, z której się strzelało z biodra. Rozumiem, że nie mamy Browningów 1919, ale z drugiej strony nie mamy też miotaczy ognia, Willysów, SdKfz-ów, ani Shermanów. Może więc warto używać to, co mamy zgodnie przeznaczeniem pierwowzoru? I nie przesadzajmy z "wyrównaniem szans", bo to można robić na jebankach modern. Tutaj staramy się jak najbardziej zbliżyć do realiów drugowojennego pola walki ze wszystkimi tego wadami i zaletami. Nie ma tu miejsca na sztuczne wyrównywanie szans. Uważam, że Amerykanie powinni korzystać z BARów jak im się podoba - w końcu my też mamy STG. Jak pójdziemy w tym kierunku to Niemcy zaczną narzekać że mają gorsze oporządzenie od Amerykanów. I co z tym zrobić? Niech sobie radzą! O to w tym właśnie chodzi moim zdaniem i na Husky z przyjemnością założę parciane szelki z pasem, o niebo lepsze od skórzanego cholerstwa, ale i tak nie dorastające do pięt oporządzeniu amerykańskiemu. W każdym z powyższym punktów należy jednak pamiętać o punkcie pierwszym ;) Do zobaczenia jutro!
  4. Okej, rozumiem ucieczkę w stylu komandosa ale pytam się raz jeszcze, jakie zasady dopuszczały takie działanie? Słusznie zostało napisane wyżej, że każdy człowiek był nam na wagę złota i dlatego ograniczono ilość strażników Monty'ego do minimum. Monty jednak uciekł sam a nie został odbity, ponadto użył "broni" do walki w zwarciu, przed użyciem której przestrzegał przed rozgrywką wszystkich chłopaków z gumowymi nożami. Uczepiłem się tego problemu bo chcę wiedzieć czy organizatorzy zmienili w trakcie rozgrywki zasady czy doszło tutaj do samowoli i olania regulaminu rozgrywki? Jeden i drugi powód jest moim zdaniem istotny, jeśli chcemy wysnuwać wnioski mające usprawniać rozgrywkę w przyszłości.
  5. Najpierw podziękowania: Graczom, standardowo w tym środowisku za robienie niepowtarzalnego klimatu jak i wyjątkowego fair play. Przykład? Parę razy się zdarzyło że osoba zasypana gradem kulek odruchowo podniosła rękę na znak trafienia mimo że żadna kulka prawdopodobnie tej osoby nie trafiła. Rzecz nie do pomyślenia na zwykłych niedzielnych jebankach. Organizatorom za wymyślenie ciekawego scenariusza (fakt - zwykły piechur jak ja odczuł niewiele LARPa ale frajdy z gry to na pewno nie popsuło), na znakomitym terenie (byliśmy na nim pierwszy raz i kopara nam opadła na samą myśl ile pracy kosztowało właściciela utworzenie tak ciekawego poligonu). Chylę czoła naszym orgom za przygotowanie zaplecza, w tym wody której było pod dostatkiem mimo olbrzymiego pragnienia uczestników. Dodać do tego, że za tak przygotowaną rozgrywkę płaciliśmy zaledwie 60zł świadczy o tym że był do scenariusz "od pasjonatów dla pasjonatów". BTW ciekaw jestem czym nas uraczy GMV za 100zł - śmiem twierdzić że niczym więcej, ale też jeszcze wszystkiego w życiu nie widziałem ;) A teraz konstruktywna krytyka widziana z perspektywy strony niemieckiej: 1. Balans rozgrywki. Zrozumiałe, że orgowie nie mają wpływu na osoby, które się w ostatniej chwili wykruszą. Scenariusz z resztą przewidywał przewagę liczebną aliantów. Niestety z naszej perspektywy wprowadzenie do gry superbohatera i to w momencie natarcia na ostatni, największy i najtrudniejszy punkt, broniony przez przeważającego liczebnie przeciwnika wywołało u nas drwiący uśmiech i nieodparte odczucie że scenariusz nie przewiduje ewentualnego zwycięstwa strony niemieckiej. Nie umniejszając oczywiście robocie chłopaków po stronie alianckiej, która dała się niejednokrotnie boleśnie odczuć ;) Podobne z resztą uczucie wywołało na nas podwiezienie na miejsce lądowania celem urządzenia "zasadzki" (naciągając mocno znaczenie tego słowa) grupy aliantów. Cała zasadzka polegała na strzelaniu do nas z krzaków, podczas gdy my dobiegaliśmy drogą do transportu. Niestety to, co miało wyglądać na ostateczne, efektowne dobicie grupy niemieckiej było ustawioną egzekucją nie wymagającej minimum inicjatywy od zwycięskiej z resztą i silniejszej strony (zasada: zawieziemy was tu, oni będą biegli tu żeby dobiec tam, wy do nich strzelajcie tylko nie zapomnijcie magazynków podpiąć). Jednocześnie zwracam uwagę że wyskoczyła za nami grupa pościgowa (Wish, Kuken i Paweł jak dobrze pamiętam), która zadała sobie trudu, ruszyła dupę i "własnoręcznie" postanowiła nas odnaleźć. Efekt był na tyle piorunujący, że poddaliśmy się i zaprosiliśmy naszych oprawców na manierkę wody ;). Takie coś rozumiem - chłopacy się postarali i swój cel osiągnęli. Odnośnie balansu jeszcze - na przyszłość proponuję zasadę, że jeśli nie możemy strzelać do pojazdów (całkowicie zrozumiałe) to też niech nikt nie strzela z pojazdów do nas. Szczególnie że pojazdy mieli Ci, co mieli przewagę liczebną, bronili się w twierdzach, walczył u ich boku Kapitan Ameryka, a jeśli byśmy jakimś cudem zdobyli ostatnią twierdzę to pewnie uruchomiliby Gwiazdę Śmierci ;) 2. Mechanika elementów LARP: Nie jestem LARPowcem, ale w różne gry terenowe bawię się już na tyle długo, by wiedzieć że najlepsze zasady to te najprostsze. Proponuję zatem wprowadzić na przyszłość bardziej zero jedynkowe zasady związane z interakcją z wrogiem. Np. w przypadku pojmania osoby kluczowej dotknięcie jego ciała (naprawdę nieważne czy nogi, dłoni czy ucha) repliką oznaczałoby przejęcie go jako jeńca i od tego czasu osoba ta ma OBOWIĄZEK wykonywania poleceń z zakresu poruszania się, jak również - przepraszam za dosadność - zamyka ryj, chyba że jest poproszona o wypowiedzenie się na jakiś temat. Zamętu narobił gen. Montgomery, który po zdobyciu przez nas małej twierdzy wdał się w debatę z naszym dowódcą na temat tego co możemy, co teoretycznie możemy a najlepiej żebyśmy zadzwonili do Dominika, w sumie to nie wiadomo co możemy. Do tego doszło, że pojmany przez nas gadatliwy generał jest nieprzytomny (????) i on z nami nigdzie nie pójdzie. Przy tym nie byłem, ale słyszałem że podczas transportowania go do bazy też nie wypełniał poleceń i były z nim problemy. Ostatecznie UCIEKŁ z naszej bazy. Powyższa zupełnie pokręcona sytuacja skłania mnie do wysunięcia postulatów: - Jeśli scenariusz zakłada, że postać fabularna może doznać zwidów, omdlenia albo niespodziewanej polucji czy innych "efektów ubocznych" niech to wyraźnie zostanie zaznaczone w regułach gry żeby wiedzieć co z tym potem robić. - Pierwotnie reguły przewidywały "ODBICIE" pojmanego a nie jego samodzielną ucieczkę. Jeśli w trakcie gry się te zasady zmieniły to proponuję na przyszłość tak nie robić. Nie rozumiem w ogóle na jakiej zasadzie Montgomery uciekł używając "cepa bojowego", kiedy sam usilnie przed rozgrywką zabraniał chłopakom używania gumowych noży... Jeśli tak ma się toczyć nasza zabawa to na następną edycję wezmę trochę ŚPB i worek jutowy na główkę, ale takie sado-maso zabawy do niczego dobrego nie doprowadzą. Jednocześnie przypominam niedzielnym komandosom że to co robimy to ZABAWA więc wiele rzeczy ma podłoże UMOWNE. Zatem wymagam żeby pojmany szedł tam gdzie każemy żebyśmy go nie musieli wiązać jak krowę, tak samo ja w nocy oddałem bez ceregieli pieniądze przesłuchującym, bo gdyby doszło do tego że należałoby rozbierać pojmanego i gmerać mu po gaciach to popadlibyśmy już w niezłą paranoję. 3. Medycy - rozwiązanie ciekawe ale do dostosowania do warunków scenariusza. W trakcie gry pojawiły się dwa zgrzyty związane z medykami: - Trafiony ze strony niemieckiej znajdując się na ziemi niczyjej lub terenie wroga musiał leżeć i czekać (oczywiście nikt nas nie dobijał poza jednym aliantem, dla którego ważniejsza była zabawa niż interes własny - dzięki za dobicie ;) ). Było to o tyle upierdliwe że było nas znacząco mniej a musieliśmy zgromadzić odpowiednią siłę by iść do natarcia. Myślę że na przyszłość strona atakująca mogłaby, jeśli trafiony podejmie taką decyzję natychmiastowo po trafieniu udać się na respa. Szczególnie jeśli w grze jest tak znaczna dysproporcja sił. - Medycy w warowniach leczyli natychmiastowo trafionych ( i dobrze bo taka ich robota - poza tym w warowniach nic im nie groziło) ale efekt tego był taki, że każdego z obrońców trzeba było ustrzelić dwa razy. To było szczególnie denerwujące podczas walk o duży fort, gdzie nie dość że było Was naprawdę dużo więcej od nas to jeszcze każdy niemal z Was mógł w zasadzie zgarnąć jeden postrzał "za darmo" co jest niemałą dodatkową przewagą. Ja w tym czasie będąc trafiony pod murem musiałem siedzieć tam jak dupa wołowa i tracić cenny czas. Tyle uwag z mojej strony. Mimo pomniejszych zgrzytów na poziomie mechaniki gry bawiłem się przednio ze względu na możliwości jakie dawał teren, organizacja i wszechobecni klimaciarze :) Warto było jechać pół Polski na taką imprezę. Wyjazd zaliczam zdecydowanie na plus i jak tylko czas pozwoli z chęcią spotkam się w takim gronie na następnych działaniach (najszybciej na Husky :) ). Dzięki wszystkim jeszcze raz za grę i do następnego! P.S. Walić Marvela - wymyślmy własnego superbohatera. Moja propozycja: Kapitan Swastyka ;)
  6. No i dupa, że tak powiem. Mimo szczerych chęci PMC odpada z wydarzenia. Połowa z nas ma alarm w pracy i musi być dyspozycyjna w weekend, u mnie mama trafiła do szpitala i muszę być na miejscu. Zostały dwie osoby bez zawirowań, które jednak mogłyby przyjechać tylko na sobotę co, biorąc pod uwagę czas potrzebny do pokonania trasy z Poznania do Zielonki jak i sama trasa naszpikowana ViaTollami - uznały że niezbyt im się to opłaca. Szkoda - sprzęt już miałem w zasadzie przygotowany, ale niestety są sprawy ważne i ważniejsze. Liczę za to, że uda mi się moją sytuację ustabilizować do czasu "Orzeł Wylądował" i tam już zobaczymy się w dobrym składzie. Póki co mogę życzyć udanej zabawy (a tak na pewno będzie)! Odpadają: Dziubi, Zee, Yurand, Paweł, Kuken, Wochu
  7. W PMC wyklarowała się ekipa. Proszę o dopisanie do listy jeszcze po stronie: Aliantów: Paweł (US) Yurand (GB) Osi: Zee (FJ) Ponadto pojawi się jeszcze Dziubi, przy czym chłopakiem targają ostatnio dylematy moralne i jeszcze nie wiadomo czy przyjedzie jako Luftwaffel czy Herbaciarz ;) Jeśli jest to istotne kto konkretnie jaką sylwetkę będzie przedstawiał - deklaruję się jako FJ. Do zobaczenia na froncie, Panowie!
  8. To że teren byl trudny, szczegolnie dla nizinnych szczurow jak ja - to było największym plusem tej rozgrywki. Każdy z nas poza walką z przeciwnikiem miał również walkę (trudniejszą lub łatwiejszą) ze swoją tężyzną fizyczną a w ostatnich godzinach również z własną psychiką - zmęczeniem, chęcią odpoczynku, wytarcia potu z czoła. Nie wiem jak Wy ale ja czasem lubię się zmieszać z błotem a rozgrywka była naprawdę wymagająca. O uczestnikach nic nowego nie powiem - super atmosfera jak zawsze co mnie już dawno przestało zaskakiwać. Słowa uznania dla Aliantów, którzy mieli zdecydowanie POD GÓRKĘ dosłownie i przenośni przez całą grę :icon_razz2: Ta impreza zapadnie na długo w pamięci - nie żałuję przejechania całej niemalże Polski by w tym uczestniczyć. Na koniec UWAGA ZNALEZIONO dźwignię wyciągu lufy do MG42 wraz ze sprężynk. Nie wiem jakim cudem ale znalazły sie te elementy w mojej torbie IKEA. Właściciela proszę o kontakt mailowy tbwochu@poczta.onet.pl z adresem, na który moge odesłać znalezisko. Raz jeszcze dziękuję za zabawę wszystkim uczestnikom. Cytując Thompsona muszę przyznać że "Najbardziej przejebane było pod Monte Cassino" :icon_biggrin:
  9. Ale te rakietki to na naprawdę musi być element rozgrywki? Bardzo bezpieczny element... To może ja wezmę ze sobą ostrego Mosina? Obiecuję strzelać pod wał... A jak ktoś przyjmie kulę na hełm to już na własną odpowiedzialność. W końcu to airsoft.
  10. http://img39.imageshack.us/i/zdjcie0051q.jpg/ http://img256.imageshack.us/i/zdjcie0052p.jpg/ Tutaj Coltowa błyskotka rodem z "Mafii". Również Tercel. Full metal, blow-back i dodatkowy mag w komplecie - przyjemna zabawka ;-)
  11. Nie wiem jak sie ma sprawa w konwersji AK i L85 (z tego co wiem to w obu wypadkach body jest stalowe) ale widziałem blow-back w PSG-1 i szczerze mówiąc jakoś mnie to nie przekonuje. Pistolety gazowe są mniejsze, zamek stanowi większą część modelu i jest on poruszany przez gaz dzięki czemu " Gas blow-back'i " przyjemnie kopią. W AEGu zamek będzie poruszany elektrycznie przez co (tak mi sie wydaje) będzie on chodził raczej łagodnie a nie szarpał a co za tym idzie - blow-back nie będzie sprawiał takiej radochy i będzie mniej wyczuwalny. Swoją opinię opieram na (krótkich) obserwacjach PSG-1 i niekoniecznie muszę mieć rację. Zdaje sobie sprawe że nie da rady uzyskać odrzutu broni palnej w replikach, ale po strzelance z tą giwerką i porównaniu choćby do Glocka KSC IMHO blow-back w AEGach nie ma sensu. Pozdrawiam
  12. Analogicznie w osiemnastce KSC - 180 zamek a 186 długość całkowita. Co do głównego problemu - wydaje mi sie że najlepszym wyborem są Glocki KSC lub KSC-KWA. Po pierwsze dlatego że mają wagę równą ostrym odpowiednikom (jak napisał mój poprzednik) Po drugie jest możliwość wymiany takich części jak zamek, lufa, prowadnica zamka i zatrzask magazynka na metalowe (w prawdzie pistolet będzie cięższy, ale co metal to metal :wink: ) Po trzecie cieszą się dobrymi opiniami wśród użytkowników, trwałe, solidne, ładnie wykonane - czego chcieć więcej? :) Pozdrawiam
  13. Jeszcze jednym ciekawym rozwiązaniem jest pokrowiec na magazynek przyczepiany do kolby. W airsofcie często wykorzystywany jako pokrowiec na baterię. Niedroga sprawa bo można sobie samemu takie cacko uszyć a i z montażem nie powinno być większych problemów :) Pozdrawiam
  14. Jeśli chodzi o Baretta to słyszałem(i widziałem) że jest obszerny materiał na jego temat w najnowszym CKMie - ilośc to nie zawsze jakośc i czy są tam jakieś konkretne informacje czy lanie wody tego niestety nie wiem, bo nie wczytywałem się, tylko zauważyłem to będąc Empiku :) . Ale raklame narobiłem... :wink: Pozdrawiam
  15. Eech ładny, szkoda tylko że taki awaryjny (już tym bardziej jak na model za ok. 2000zł). Mam nadzieję że kostruktorzy nie będą patrzeć tylko i wyłącznie na reenac'cyjne walory i poprawią te wady podobnie jak CA w swoich zabawkach. Moim zdaniem wypuszczenie większej liczby replik z 2WŚ miałoby sens - sam miałem Thompsona i wiem że można sie z taką zabaweczką poczuc jak w Kompanii Braci :wink: tylko co z tego jak walczy się z uniwersalną, nowoczesną bronią którą można bez problemu operować w każdym otoczeniu. Ale dzieje sie dobrze bo wyszedł Mauser, MP-40, Garand. Trzeba teraz tylko poczekać aż zacznie robić się konkurencja, do gry może wejdą takie firmy jak TM i CA a wtedy spełnią sie marzenia wielu z nas o reenaccyjnych grupach ASG :D eech marzenia... :) A wracając do Garanda - na tym filmiku wydaje mi sie ten blow back jakiś taki mało przekonywujący :? Coś w stylu PSG-1 a to przecież Gas blow-back...
×
×
  • Create New...