Odczucie podobne jak Kolega boundrose wyżej.
Prócz tego:
*Na plakacie nie znalazła się wzmianka z pierwszego posta odnośnie "ścisłej współpracy ze sprzętem wojskowym" - i słusznie. Przewiezienie paru osób parę razy jednym SKOT-em przez te parę godzin scenariusza ciężko nazwać "ścisłą współpracą".
*Scenariusz uległ kilkugodzinnemu skróceniu. Bardzo nieładnie.
*Drugi scenariusz to była farsa. A wystarczyło po odbiciu prezydenta wprowadzić zamieszanie (zdrada Wschodu przez Zachód bądź na odwyrtkę) i pociągnąć walki na terenie fortu jeszcze przez godzinę a byłoby całkiem inaczej.
*Można nie poczuć trafienia. Ale pewne sytuacje były tak ewidentne, że zmuszony jestem potwierdzić - nieotaśmowani byli trafienioodporni.
*Nigdzie nie napisano, że ta impreza miała zawierać symulację bycia znudzonym_żołnierzem_siedzącym_w_okopie_i_czekającym_na_atak_który_nie_nadchodzi_i_w_końcu_wysadzonym_w_powietrze.
*Pozytywnymi aspektami były namepatche, kamizelki trafień, bigos i grochówka.
Oczywiście organizatorzywykonali kawał ciężkiej roboty przy tym i chwała im za to. Źle nie było, a kolejnym razem, po wyciągnięciu wniosków, z pewnością będzie lepiej.