Zaczęło się fajnie, na samym poczatku to 2-óch z naszych VC juuż się zgubili od parkingu i pierwszy rozkaz to był znalezienie ich :P Wykonałem go nieświadomie, przed wydaniem rozkazu podjąłem się wyprawy poszukiwawczej ich ;]
SkonfU, może i niedoszedł nikt do bazy ale zato zdobyliśmy po kryjomu wzgórze a co się okazało tam już była biesiada i nikt nie był chętny do wali i może dlatego było tak łatwo, i się udało. Niezapomniany marsz VC rozpoznawczy, który dzięki Amerykańcom, którzy zaatakowali nasz zwiad zmienił się na kilkugodzinne podchody, czołganie się w mokrej trawie, zmarznięcie i zdobycie wzgórza bez ani jednego strzału =]. Zdecydowanie warto było =D
Kilometry dróg, marsze, odciski na stopach, całonocna integracja VC i Americano's przy ognichu ( Uwaga, rodzi się ktoś Głupi xD :D) poznanie super osób i poranne opowiastki.
Zdecydowanie warto było przyjechac ten kawałek do was i się postrz ... znaczy porobić podchody.
Szkoda, że tak wyszło, że o drugiej w nocy nie było walki tylko już czilałcik. Trochę mało osób jak na taki ogromny teren.
Powiem tyle, Było Bardzo Git :D
Do następnego spotkania i ogniskowania chłopaki i dziewoje :)
P.S. Przedmiot metalowo zielony, saperka została znaleziona i przywłaszczona na okres blizej niezprecyzowany. Właściciej niech kontaktuje się :)