mAcieK 47
Użytkownik-
Posts
79 -
Joined
-
Last visited
mAcieK 47's Achievements
-
My graliśmy tak, że zombie nie mieli broni. Terenem był opuszczony budynek w nocy (naprawdę niezły klimat). Osoba dotknięta (uznaje się to za "zadrapanie") stawała się zombie - po dajmy na to 5s. Zombie ginął od strzału w głowę (wymagana bardzo dobra ochrona całej głowy dla "zombie" i ograniczenie fps-ów dla "żywych", może też ogień pojedyńczy). Zombie mogą mieć respa, lecz takie plątanie się takiego żywego/nieżywego psuje trochę klimat (może tak, żeby odżywali jak oddział przejdzie minimum 2 pomieszczenia dalej). "Żywi" mają coś odszukać w budynku, zabrać to i wrócić - można tu ograniczyć czas. Oczywiście używają latarek. Mieliśmy też coś podobnego jako scenariusz z OBCY'm. W opuszczonym budynku (obowiązkowo noc) obcy mieli gniazdo (bardzo fajnie imitowały je stare wojskowe 3 hełmy - takie stalowe jaja). Marines mieli je znaleźć, zniszczyć i się wycofać. Dotknięty przez obcego żołnierz (obcy nie byli uzbrojeni w repliki) nie mógł się poruszać (i walczyć) i w ciągu 30 sekund musiał go wyleczyć inny marine (kładł mu rękę na ramieniu i liczył do 10-ciu). Trafieni obcy respawnowali w gnieździe. Oczywiście ograniczenie fps-ów (budynek). Przydał by się tu budynek z jakimiś dziurami, dużą ilością przejść (możliwość obejść) i drzwi.
-
Odświeżę. Scenariusz nazywa się: "Strefa zrzutu". Wyznacza się jakiś charakterystyczny punkt (głaz, pieniek, szmatka na gałązce). Po upłynięciu określonego czasie od rozpoczęcia scenariusza pierwsza osoba (gdy gra więcej osób - drużyna, do której ona należy), która dotknie tego miejsca wygrywa ("odbiera w tym miejscu zrzut"). Wygrać można także przed zrzutem, jeżeli do tego czasu "zlikwiduje" się przeciwników, którzy mogli by go przechwycić. Przy wybraniu odpowiedniego terenu jest to całkiem ciekawa rozgrywka dla kilku osób (sprawdzone). Miejsce takie można oczywiście zmieniać. Najlepszy jest trochę odkryte miejsce, ale takie, w którego pobliże można się zakraść z różnych kierunków. Przeciwnicy zaczynają z różnych stron w podobnej odległości od kluczowego punktu. Upłynięcie czasu i chwilę od której dostępny jest zrzut można wyznaczyć na kilka sposobów: 1. Ustawione tak samo zegarki. 2. Jakiś alarm w punkcie zrzutu uruchamiany czasowo (najlepszy wariant) np. głośny budzik. 3. Jedna osoba mierzy czas i informuje innych przez łączność o jego upłynięciu.
-
"Wizyta VIP'a" 1. Dwóch ( w tym snajper) chowa się wcześniej "na trasie" (ten drugi może pomóc w maskowaniu, odwrócić uwagę, dać sygnał dla snajpera). 2. Po znanej wszystkim, ustalonej trasie porusza się pozostała szóstka, z której jeden (charakterystycznie oznaczony) jest VIP-em, a reszt ochroną. 3. W przypadku kłopotów, ochrona wycofuje się z VIP-em.
-
Jak można mieć pretensje do organizatorów, że terminatorzy na otwartą imprezę przyjechali? (tak, to pytanie retoryczne) Mam wrażenie, że niektórym (nie jest źle: 5-6 tworzących góry postów osób; z tego dwie, którym zlot się nie przypadł do gustu jeszcze zanim się zaczął - bez obrazy :roll: ) to i prawdziwa wojna by się nie podobała :-P Zarzuty w porównaniu z zeszłym rokiem trochę naciągane (Krakowiacy, "przepite" pieniądze, "jeden sprawny toy-toy???" itp.). Cieszy spora liczba osób, którym się podobało.
-
WRAŻENIA Byłem 3-ci raz i powiedziałbym (z mojego punktu widzenia), że impreza zbliżona była grywalnością do 2008 roku, kiedy to mi osobiście bardzo się podobało. Ograniczony teren (a ile to było malkontenctwa przed zlotem, że "mały" i organizator "oszukał") spowodował tylko tyle, że łatwiej się było znaleźć. SCENARIUSZ Zbierałem do kupy całość scenariusza i rzeczywiście z różnych powodów jako jednolity tekst opublikowany został ok. 3 dni przed zlotem. Kogoś komu 3 dni nie wystarczą na przyswojenie prostych zasad pozostawiam bez komentarza (starałem się pisać prosto i jednoznacznie, jeżeli ktoś uważa inaczej, to proszę się nie zapluwać, ale zacytować fragmenty, które mu nie odpowiadają i porozmawiamy konkretnie). Nie miałem jak edytować zasad SF, więc tylko zgłosiłem aby je zmienić, rozumiem, że w nawale obowiązków to gdzieś umknęło. "ZMIANY W SCENARIUSZU" Podczas zlotu pozwoliłem sobie zmienić (za wiedzą bądź uzgodnieniem z Rudą) dwie zasady (co moim zdaniem nikomu zabawy nie popsuło, ani nie miało jak popsuć): 1. W szpitalu polowym nie musi siedzieć żywy medyk aby był tam działający respawn. 2. Dopuściłem do sojuszy strategicznych stron konfliktu (o pierwszym Kebur-BM dowiedziałem się post factum, drugi planowany jako Saria-Nerun zmieniał tylko 2 ostatnie godziny gry 16-18 i służyć miał zdobyciu mocno okopanej stolicy - jak to wyszło w praktyce, to jeszcze opiszę). O zmianach innych zasad nic mi nie wiadomo. Co komu może przeszkadzać, że kilku medyków zamiast siedzieć nic nie robiąc w szpitalach bawiło się z resztą nie wiem i ciężko mi to zrozumieć. DLA MARUD: - nigdy was nie zabraknie :-P (choć coś mało w tym roku) i jak zwykle jesteście najgłośniejsi 1. Nerun moim zdaniem nudził się w bazie na własną prośbę. Wszelkie próby pojawienia się tam dużych sił (żeby było jasne: nie ich likwidację, ale ich pojawienie się w pobliżu) sam uniemożliwiał jak się tylko dało: 1.1. Chował flagę oznaczającą dwa najbliższe punkty respawnów Sarii (po jaką cholerę, to nie rozumiem do dziś, lepiej się bawić samemu?), więc wiele osób wchodziło do gry daleko stamtąd 1.2. Co najmniej raz osobom siedzącym w respie w pobliżu Bazy Bravo zwrócono uwagę, że nie ma żywego medyka, więc się respawnować nie mogą (zgodnie z niezmienionymi jeszcze zasadami scenariusza, ale moim zdaniem niepotrzebnie), więc zamiast się respawnować i zaatakować poszły do Tibery. 1.3. Nerun w jakiś dziwny sposób największą uwagę zawsze skupia na swojej bazie, nawet kiedy nie jest ona jakimś szczególnie istotnym punktem scenariusza (widmo sandiego???). My tam się nie spinaliśmy, że ktoś Tiberę zdobył (nie trzymaliśmy tam żadnych dużych sił), tylko ewentualnie po respie próbowaliśmy ją odbić (nie żeby nam jakoś na niej zależało, ale byli tam gracze, więc się można było postrzelać). Trzymanie w Bravo większości sił, (mimo że nie była w scenariuszu najważniejsza), utrudnianie respawnów w jej okolicy oraz trochę terminatorstwa jej niektórych obrońców (nie mam pretensji bynajmniej do większości osób z Nerunu!) spowodowało, że po prostu niektórym się nie chciało robić tych 1,5 km w jedną stronę. Kebur z braku sił tam po prostu nie docierał. Ruda uważa, że nie należy ludzi na siłę przydzielać do innej strony konfliktu niż sobie życzą, co jest miłe, ale powoduje właśnie takie problemy z realizacją scenariusza. Panowie z Nerunu (a raczej ich zbyt zaangażowana części), może po prostu trochę luzu, to nie milsim, ani prawdziwa wojna. Bazy można było nie utrzymać, "wroga" można było poszukać. Można i trzeba było to zrobić ;) 2. Mapki osobiste rzeczywiście nie były wydane wszystkim przy rejestracji (nie wiem czemu, kłopoty z drukarką?), ale na odprawie dowódców, na ok. 3 h przed rozpoczęciem gry powiedziane zostało, że są dodrukowywane i jak ktoś nie dostał, to może się po nią zgłosić. 3. "Zmiany" zasad SF: właściwie tylko jedna: medyk leczy raz, a nie trzy. Absolutnie na to nalegałem i biorę to na siebie. Moim zdaniem połowa przypadków terminatorstwa to zamieszanie z leczeniem, więc upraszczając (leczenie tylko raz) starałem się wyeliminować to, co rok temu mi się nie podobało Wytłumaczone to było: -1. W scenariuszu, -2. Z tyłu mapek osobistych, -3. Na odprawie całości o 18.00 na Betonplacu, -4. Na odprawie dowódców o 21.00 w sztabie zlotu. Nie rozumiem zarzutu, że było z tym zamieszanie. Ani razu nie widziałem, aby medyk leczył więcej niż raz, nie słyszałem też o takim przypadku, więc Yaro, tak między nami: troszeczkę koloryzujesz lub robisz aferę z pojedyńczego przypadku. Tłumaczenie się, że było niefajnie, bo ktoś nie przeczytał co ma napisane na kartce A4 też pozostawiam bez komentarza. 4. Organizacja. Na temat: "na co poszła kasa" się nie chcę wypowiadać, ale rzeczywiście trochę wydatków patrząc z boku musiało być (ubezpieczenie, wywóz śmieci, sprzątanie itp.). Co kogo obchodzi, czy ktoś (w każdym razie nie ja) na tym zarobił, czy nie (temat rzeka, a odpowiedź zawsze ta sama: nie chcesz - nie kupuj). Można się przyczepić do lekkich zmian np. inne niż opisane wyżywienie, ale : "zlot się nie udał, bo zamiast racji Armpolu dostałem grochówkę i barszcz"? Ile ktoś to piszący ma lat? Na jakie imprezy byście mu polecili się wybierać? Do toy-toy'a w kolejce stałem tylko raz (30sekund), ale może miałem szczęście. Kałuża koło umywalek była, ale też nie utonąłem i kolejek tu nie zauważyłem. Ogólnie może można by to poprawić (częściej wywozić), ale nie przesadzajmy. 5. Petardy i strzelanie w młodnikach. Osobiście sam byłem świadkiem 3 przypadków strzelania w młodnikach (a nie spędziłem w tamtej okolicy zbyt dużo czasu), oraz jednego małego samogasnącego (był w nocy deszcz) ognia z rzuconego "dymka" (tak, jak najbardziej na terenie gry). Jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek piro na takich zlotach. Jakiegokolwiek, tzn.: zarówno w grze jak i na offgame, zarówno w czasie gry, jak i po. Za złamanie zakazu roboty społeczne (3h sprzątania) lub wylotka. Jeżeli już to konieczne, aby piro sprzedawać na terenie zlotu, to do każdego powinna być załączona karteczk, że do użycia nie na zlocie + ustna informacja o tym sprzedawcy (jak u niektórych z czytaniem jest już wiemy). 6. Dowodzenie. Niektórzy dowodzili moim zdaniem zbyt dobrze (obronione Bravo i konsultacje z ludźmi na temat sojuszu), inni wcale (samowolne decyzje o sojuszach i wolna ręka dla dowódców oddziałów co do zadań) i jak się teraz okazuje niekoniecznie lepiej dowodzeni bawili się lepiej, ani nawet nie wygrali (sam jestem zdziwiony - nie żartuję). Ja (Saria) ze swoich dowódców poszczególnych teamów jestem zachwycony: dzwonili, meldowali realizację części larpowych, w środku nocy całymi teamami realizowali grafik obrony Tibery. Nie spinali się za bardzo jak coś nie było idealnie, ale starali sobie z tym sami poradzić (odbieranie naszych szpitalnych flag Nerunowi, ustawki z Birkiem, wcześniejsze - tj. przed 16.00 - współdziałanie z Nerunem i wiele, wiele innych). Jak na prawdziwej wojnie partyzanckiej. Jak było z Keburem, nie wiem, ale chyba całkiem nieźle z tego co widziałem. Scenariusz był naprawdę prosty i brak realizacji jego części (konwoje, przemyt) nie załamał go, ani nie uniemożliwił kontaktu z wrogiem. PODSUMOWANIE Konkurencja zlotów jest coraz większa. Duża część organizatorów, aby nad tym zapanować ogranicza liczbę uczestników, angażuje wiele osób do organizacji. Nie oszukujmy się, są wzory, ale nie ma ideałów. Majówka w Bornym ma konwencję jaką ma (duża liczba uczestników, brak teamów airsoftowych do organizacji całej zabawy, a nie tylko larpów). Ma to swoje plusy, ma minusy. Czemu osoby (kilka konkretnych), które piszą, że co roku totalnie im się nie podoba są obecna na następnych edycjach? Może lubią narzekać, mają jakieś ale do Rudej, lub po prostu za rączkę trzeba ich prowadzić, aby się dobrze bawili. Ja bawiłem się rewelacyjnie. Wroga znaleźć było stosunkowo łatwo, a w ostateczności można było się wbijać do Nerunu (gdyby się tak nie spinali - odwiedzał bym częściej ;) ). Może brakło trochę umocnień na trasie Stolica - Tibera, czy na trasie Tibera - NU-nu, oraz zbyt dobra obrona Bravo spowodowała, że w tamtych ciekawych terenach było za mało akcji. Ogólnie jednak naprawdę jak dla mnie bardzo było fajnie.
-
Terenu będzie ilość wystarczająca. Powiedział bym nawet, że tym bardziej nie będzie kłopotu znaleźć przeciwnika. W tamtym roku sporo terenu nie było wykorzystywane. To, że teraz ludzie będą strzelać bardziej na zachodzie, w nowych miejscach ja bym zaliczył na plus (jako stały uczestnik). Scenariusz jest bardzo rozbudowany i przewiduje ponad 20 różnych zadań w ok. 15 różnych lokacjach. Dodatkowo dla chętnych wprowadzono wiele elementów larpowych.
-
Bardzo ciekawy podręcznik i napisany po ludzku. Mam prośbę: Czy jest możliwość opisania w podobnej formie elementów powyższego szkolenia nie dostępnych w podręczniku? Dla większości 20zł to żaden koszt, ale podróż na Mazowsze... W ogóle przydało by się stworzenie podręcznika opisującego zasady MILSIM-ów tak, aby się to dało w jednym miejscu, w zrozumiałej formie przeczytać. Oczywiście chodzi bardziej o to jak szczegółowo działać w poszczególnych, "cięższych do odwzorowania" sytuacjach, aby było to zbliżone do prawdziwych procedur wojskowych (RANNY, ŁĄCZNOŚĆ, GOTOWE PRZYKŁADY TYCH KART CSS ITP.), a nie co to jest MILSIM. Może nie da się opisać wszystkiego, ale dużą część? Bardzo chętnie bym coś takiego zebranego do kupy przeczytał, zamiast przekopywać się przez fora. Szczególnie napisane przez kogoś mającego tendencje do upraszczania i przekazywania rzeczy skomplikowanych w formie czytelnej dla laika.
-
My mamy to: http://virtec.pl/index.php?page=ucbd-lite Proste, ale skuteczne. Z przesyłką wyszło 80-90zł. Zalety: - prostota konstrukcji, - prostota obsługi, - niska cena, - zwarta obudowa (niewielka, bez wystających/łatwych do uszkodzenia elementów). Wady (jak ktoś by się bardzo chciał czepiać): - nieklimatyczny dźwięk wybuchu (pisk), - niekoniecznie odporna na kulki obudowa (plastik), - trzeba samemu kontrolować stan baterii (po jej częściowym wyczerpaniu pozornie działa - odliczanie - ale nie daje już słyszalnego pisku). Ogólnie bardzo polecam.
-
Wielkie podziękowania dla organizatorów!!! W najdrobniejszych szczegółach jak i w najważniejszych sprawach było widać ich rękę. Od chust po czołg, od kamieni, po szyby naftowe, we wszystkim widać dbałość jakiej nie spotkałem nawet na komercyjnych imprezach. Wszystko było przewidziane i przemyślane - widać, że robili to ludzie z pasją, dobrze wiedzący o co chodzi w airsofcie i umiejący swoją wiedzę wykorzystać - naprawdę rzadka sprawa! Gratuluję ekipy, która bezinteresownie była zdolna tyle z siebie dać - Pełen Szacunek!!! p.s. Podziękowania dla współuczestników. Szczególnie dla Dextera (godnie zastępującego Colonela), Pabla i Midera. Ich (mądrze wybranych) wysiłki w kierowaniu scenariuszem w dużym stopniu przyczyniły się do powodzenia imprezy.
-
Teren i zaradność organizatorów umożliwiają organizację dużej imprezy. Jak już ktoś pisał na dużej imprezie prawdopodobieństwo spotkania ściemniaczy jest większe, ale coś za coś. Mnie osobiście cieszy, że oferta imprez AS składa się nie tylko z małych. Można wybierać, a duża impreza ma także zalety, np.: - można się zapoznać z typowym dla większości konfliktów zbrojnych zamieszaniem, - w grę wchodzi bardziej globalna taktyka, - służy to pewnej, bardziej masowej integracji środowiska AS-owego, - w większym stopniu liczy się współpraca, często z wcześniej nie znanymi sobie osobami (co też ma miejsce w przypadku niektórych prawdziwych konfliktów zbrojnych). Oczywiście, że sympatyczniej mieć swój zgrany team i nie musieć polegać na innych, obcych osobach, ale w prawdziwym świecie (także na wojnie) bywa różnie. Szczególny sposób organizacji przyjęty w 2008 roku przez organizatorów Majówki w Bornym wg mnie się sprawdził. Ktoś kto chciał dać z siebie więcej, znajdował się na polu walki ok. 2,5 doby (istniała i była wykorzystywana możliwość atakowania miejsc noclegowych tych osób). Można było przeprowadzać nocne akcje, w których praktycznie nie uczestniczyli tacy od siania kulkami, odsypiający właśnie dzień i browara wypitego przy ognisku. Czyli była na dużym zlocie także oferta dla bardziej ambitnych, co się chwali. Jeszcze się taki nie urodził coby wszystkim dogodził... i jeden będzie narzekał, że było za dużo czegoś tam, inny, że było tego za mało. Natomiast prawda jest taka, że duże zloty mają swoje zalety i wady. Tak samo jak małe. Mnie natomiast (i mam nadzieję, że nie tylko mnie) cieszy, że mogę/możemy wybierać. p.s. Czytając zaraz po zlocie relacje uczestników mam wrażenie, że zdecydowana większość z nich wróciła zadowolona.
-
To nas w 6 osób ostrzelało wracający do bazy oddział, który był już praktycznie 10-20 metrów od bazy. Początkowo wszyscy z nich byli święcie przekonani, że to z bazy do nich strzelają. Strzelaliśmy także w kierunku bazy, a na koniec oddziału, który został z bazy wysłany na pomoc. Prawie do końca akcji Neruńczycy właściwie nie wiedzieli gdzie jesteśmy i ostrzeliwali się na oślep, albo wcale. Była to chyba pierwsza akcja pod ich obozem inaugurująca udany cykl takowych :roll:
-
Nie bardzo rozumiem tych "prawdziwych rdzennych Polaków". Może daruj sobie tego typu uwagi, bo obrażasz wielu ludzi, i nie wracajmy do tematu. Jeżeli chodzi o podniesienie ceny dla dodatkowych uczestników, jest to całkowicie logiczne i ja uważam to za ok. Wtrącanie się zaś osób, które nic w temacie nie zrobiły i się nie wybierają, to rzeczywiście żenada.
-
Zainteresowani bezpośrednim dojazdem z Krakowa i z powrotem proszeni są o kontakt na PW. Wynajmujemy busa. Mamy wstępnie ok. 8 miejsc wolnych. Cena za osobę (w zależności od ilości chętnych) to 40-50zł.
-
Ten AK-74M oraz AK-105 będą (jak rozumiem ze zdjęć) dysponować składaną kolbą?
-
Jeżeli ktoś chciałby dostosować słuchawki/zestaw słuchawkowy/laryngofon do Motoroli z serii TALKABOUT, to nie ma tam wbrew pozorom żadnej filozofii. Pasują do niej popularne wtyczki typu mini-jack z podziałem na trzy, tyle że trzeba lekko opiłować je na styku: - część wchodząca do gniazda/część nie wchodząca do gniazda (o ok. 1mm) - , tak aby cała metalowa część wchodząca do gniazda weszła głębiej. Opiłować należy część wtyczki nie wchodzącą do gniazda! Po prostu chodzi o uzyskanie dłuższego "bolca". Koniec bolca to słuchawka, środek mikrofon, trzecia część to masa. W przypadku gdy przerabiamy przewód o 4 wyprowadzeniach to najprawdopodobniej 2 z nich są masą i należy je razem podpiąć do masy w naszym mini-jack'u. Tak to wygląda z punktu widzenia laika ;-)