Od jakiegoś roku mam replikę AR-15 od arcturusa. Bardzo dobra poza właśnie gearboxem. Po pół roku spust przestał działać, wyrobił się. Trochę pomajstrowałem i strzelał tylko ciągłym, ale strzelał. Do czasu. Głowica tłoka parę dni temu rozsypała się w pył. Kupiłem nową i wymieniłem. Już składam, cieszę się, sprężyna główna nagle bum i końcówka odpadła. Zostało jakieś 19/20 długości, więc pomyślałem, że złożę i jak się skończy epidemia to wymienię. Wkręcam śrubę jedną, drugą, i nagle się kręci w miejscu. Gwint się zerwał. No to biorę gwintownik i robię nowy z zamiarem za kilka minut dorobienia także śruby. Śrubę zrobiłem, już się cieszę, będzie działać, patrzę szkielet gearboxa pęknięty. Nie rozleciał się, ale lepiej tego nie składać z takim szkieletem. Niestety nie jest ze stali, więc nie zespawam. I teraz moje pytanie: kupić nowy gearbox, czy naprawić go kupując inne części od tego samego producenta ryzykując, że znowu się zepsują, a spust jest tak zrobiony, że na pewno się zepsuje, bo po prostu się szybko wyrabia. A może zmontować ten gearbox jakoś inaczej (dam radę scalić szkielet) i liczyć, że znowu się nie zepsuje miliard rzeczy. Poza tym kable są w jednym miejscu przetarte i też dobrze by je wymienić.
Fajny ten karabinek, nie chciałbym się go pozbywać, dlatego jestem zdeterminowany, by naprawić. Byle trwale.