Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Wade1051

Użytkownik
  • Posts

    64
  • Joined

  • Last visited

About Wade1051

  • Birthday 04/18/1994

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Wade1051's Achievements

  1. Proszę o jednoznaczne rozwianie wątpliwości, bo "minimalna koszerność" to termin nieco lakoniczny. Przede wszystkim, hełmy M1 - grają czy nie? Jak przyjadę w takim, to nie dopuścicie mnie do gry? Druga sprawa - mundury. Czy musztardowe/brązowe/khaki spodnie, koszula i "opinacze" łapią się w "minimalną koszerność"? Czy dopuszczacie szelki i haversacki? Dominiku, jeśli będzie więcej gier "wczesnych" na Pacyfiku, to będzie można się zastanowić nad "koszerniejszą" stylówką. W tym momencie nie uważam, aby jedna gra od wielkiego dzwonu ( w takich realiach), była wystarczającym argumentem i motywacją, do kupna hełmu, czy czegokolwiek innego. Ja osobiście nie widzę w moim życiu ( na ten moment), przestrzeni na herbatę, ani na wczesne hamburgery ;). A na gry pacyficzne 1944-1945 ubrałbym na mój M1 pokrowiec. We frog skinie ofc ;).
  2. Japonia: 1. Bazyl, dowódca 2. Lolek2102, strzelec 3. BartoRomeo, strzelec 4. Dimitrij, strzelec 5. Domino, sanitariusz 6. Cortes, strzelec 7. Arkusz, strzelec 8. Bullet, strzelec USA: 1. PolishPartizan, US Navy, strzelec 2. Filip, US Army, strzelec 3. Jogurt, US Army, strzelec 4. Sikor, US Navy, strzelec 5. Buła, US Army, strzelec 6. DBWRESERVE,US Army, strzelec 7. John Wade, US Army, dowódca 8. Guzol, US Army, strzelec (zaklepuję podoficera) 9. Andy Anderson, US Army, strzelec Dominiku, znasz moje zdanie - dla mnie bomba :).
  3. Japonia: 1. Bazyl, dowódca 2. Lolek2102, strzelec 3. BartoRomeo, strzelec 4. Dimitrij, strzelec 5. Domino, sanitariusz 6. Cortes, strzelec 7. Arkusz, strzelec 8. Bullet, strzelec USA: 1. PolishPartizan, US Navy, strzelec 2. Filip, US Army, strzelec 3. Jogurt, US Army, strzelec 4. Sikor, US Navy, strzelec 5. Buła, US Army, strzelec 6. DBWRESERVE,US Army, strzelec 7. John Wade, US Army, dowódca Dominiku, ja bym poszedł jeszcze dalej. Niech dowódcy mają dostęp tylko do pistoletów. Wszak ich zadaniem jest dowodzenie, a nie pchanie się do walki ;). Podobnie z sanitariuszem. Co się tyczy mundurów amerykańskich, zgadzam się z Dominem i Guzolem. Akurat hełmy M1 bym dopuścił, ale serio Panowie, większość z Was ma musztardowe koszule, będzie ciepło. Zdejmijcie górę, wypuście spodnie z corcoranów - albo w ogóle kupcie jakieś piaskowe spodnie w lumpie, to nie jest niewiadomo jaki koszt, a będzie wyglądało fajnie i autentyczniej.
  4. Chwilę się zastanawiałem, czy warto dołączyć do dyskusji, ale co mi tam - wsadzę kij w mrowisko. Nie będę opisywał przebiegu gry, bo zapewne ktoś to zrobi lepiej ode mnie. Ograniczę się jedynie do moich subiektywnych przemyśleń. Przede wszystkim, bardzo dziękuję @Vlad za zorganizowanie "Ankony". Bawiłem się super, wyszła z tego bardzo fajna ( jeszcze) letnia sobota. Nie będę ukrywał, brakowało mi ostatnio takich zwykłych, bitewnych strzelanek z prostym ( ale nie prostackim) scenariuszem. Następnie, moje podziękowania kieruję ku : @Guzol1 i @KubaJozefek za rewelacyjną robotę którą robiliście jako podoficerowie. Sikorowi, Młodemu i Ptaszkowi, ( z jakiegoś powodu nie mogę Was oznaczyć) za bycie naszymi oczami i uszami, naszemu sanitariuszowi, którego nicku na wmasg niestety nie znam, za sumienne i skuteczne wykonywanie swojej roli. I bardziej już ogólnie : Stronie amerykańskiej za sumienne wykonywanie rozkazów, które starałem się wydawać na tyle ostrożnie, aby nie narażać życia moich ludzi, ale na tyle zdecydowanie, by wykonać powierzone nam zadania. Panowie, piszę to z pełną świadomością, współpraca z Wami podczas "Linii gotów - Ankony" to była sama przyjemność. Stronie brytyjskiej, za odciążanie nas po agresywnych manewrach i wspieraniu tychże ( zwłaszcza w drugiej fazie, po prawie nieustannym bieganiu w pierwszej, potrzebowaliśmy chwili wytchnienia). Wreszcie, stronie niemieckiej, za zdecydowany i odważny opór, pomysłowe maskowanie, eleganckie pozycje obronne, w ogóle za twardą i dynamiczną postawę, która jak się okazało, dała Wam zwycięstwo. Serdecznie Wam gratuluję! Tradycyjnie dla naszego środowiska zostawiwszy kwestie sporne do przedyskutowania na forum, z przykrością muszę przejść do mniej przyjemnych spraw, bo kilka kwasów się niestety pojawiło. 1) Sprawa czerwonych szmat, okrzyków, gestów i innych kwestii "okołotrafieniowych". - Panowie, mimo historycznej otoczki, to w dalszym ciągu jest airsoft. Są pewne zasady dotyczące zachowania, po byciu trafionym, które zapewne każdy z nas zna, a przynajmniej znać powinien. W dużym skrócie, po otrzymaniu trafienia, krzyczymy "dostałem" i wyciągamy "znacznik trafionego" ( kamizelkę, czerwoną szmatę), jeśli tego nie mamy bo zgubiliśmy, lub wyciągniecie jej zajmuje nam nieco dłużej, podnosimy ręce/ ręce z repliką do góry i czym prędzej kończymy wspomnianą czynność. - Bardzo fajnie, że sobie rekonstruujecie pewne zachowania i komunikację niewerbalną, ale to jest airsoft, a nie rekonstrukcja/film/wojna. Spotkałem się na tej grze, a z opowieści innych wiem, że nie jestem w tym odosobniony, z sytuacją kiedy jeden z graczy strony niemieckiej stoi i mając replikę uniesioną do góry ogląda się dookoła, jakby reagując na to, że mam go na muszce. O ile dobrze wiem, przekazujecie sobie w ten sposób info, o zajęciu terenu. Fajnie, tylko jednocześnie wprowadzacie w błąd graczy strony przeciwnej, a co za tym idzie, wasi koledzy którzy wykonają analogiczny znak w geście oznajmienia otrzymania trafienia, będą " na wszelki wypadek ostrzeliwani dalej, bo zachowanie to będzie odbierane dwuznacznie. - Wielkość szmat - serio, czerwone stringi Waszej dziewczyny/żony/kochanki/ chłopaka , albo tasiemka/ skrawek materiału 4cmx4cm nie są wystarczającym znacznikiem, zwłaszcza jak macie na sobie kamuflaż i przyczepicie to sobie na nadgarstku, nodze czy w innym mało widocznym miejscu, siedząc jeszcze w krzakach czy innym rowie albo okopie. Tego po prostu nie widać i nie dosyć, że wprowadzacie kolegów ze strony przeciwnej w błąd, to jeszcze narażacie się na niepotrzebne niebezpieczeństwo zostania trafionym. I tutaj apel do orgów - sprawdzajcie przed wyjściem na pole gry znaczniki trafienia którymi dysponują gracze i delikwentów którzy tego nie mają, po prostu nie wpuszczajcie na teren gry. Kamizelka odblaskowa na stacji benzynowej to nie jest ogromny wydatek. - Zachowanie trupów. Na "Ankonie", bywały takie sytuacje, że za trupami był gracz, który się z nami ostrzeliwał, w efekcie czego jego "martwi towarzysze" doznawali obrażeń i bardzo się z tego powodu oburzali. I działo się tak po obu stronach frontu. Apeluję do wszystkich! Jeśli nie chcecie być na linii strzału, to po prostu się przeturlajcie, albo wstańcie i przejdźcie kawałek, żeby nie być na linii strzału, a nie palicie głupa i udajecie ciężko pokrzywdzonych. I przyznaje się bez bicia, rozgoryczony częstotliwością występowania tego zjawiska, z premedytacją schowałem się za niemieckimi trupami, które zbierały trafienia od swoich. Powtarzam więc! Jeśli martwi nie chcą obrywać, niech się po prostu ten metr w jedną czy w drugą stronę przesuną. - Temat termoszenia jak zwykle ciężki, bo za chwilę się zacznie przerzucanie kto, kiedy i bardziej. Każdemu się zdarza. Natomiast na "Ankonie" były przypadki ewidentnych terminatorów i nawet złapanie osób, których nie będę wskazywał palcem, za rękę nie pomogło. I to nie jest kwestia na zasadzie "wydaje mi się, że trafiłem" - to była walka na krótkim dystansie, gdzie kilka osób strzelało do jednego jegomościa, typ ewidentnie czuł, że dostaje i dopiero gęsta seria w okolice głowy sprawiła, że przestał do nas strzelać, ale dalej nie wyciągnął szmaty. Widać zadziałała fizyka czarnej dziury, albo magia. Przy próbie zwrócenia uwagi, panowie udawali, że nie znają języka polskiego i jeszcze dostałem postrzał, mimo ubranej szmaty. Koledzy, szanujmy się, serio. Ja zwracam uwagę swoim ludziom, jeśli widzę że otrzymali trafienie a nie wyciągają szmaty. 2) Kwestie organizacyjne. - Przede wszystkim, oznaczenie pola gry i obiektów. Nie wiem, może jestem niespełna rozumu, ale uważam, że o ile lotnisko było oznaczone bardzo fajnie, o tyle lokalizacja portu była dla mnie bardzo nieczytelna, podobnie jak linia brzegowa. Dodatkowo, już w trakcie gry ( po zdobyciu lotniska) dowiedziałem się, że możemy wychodzić dalej w las, niż było to ustalone pierwotnie. Takie aktualizacje powinny zostać przypomniane na odprawie przed grą. Sugeruję te elementy poprawić w przyszłości. - Rozbieżność zadań. Doceniam podejście typu "obie strony wygrywają" i punktowanie pewnych zachowań taktycznych, manewrów etc, ale niestety w ASH niejednokrotnie widzieliśmy, że to nie przechodzi. Niestety, większość graczy przychodzi "wygrać" a nie się bawić i rozliczanie faz na zasadzie " tutaj nie wygrał nikt bo jedna strona zrobiła to i to, a druga to i to" po prostu nie ma sensu, chyba, że scenariusz z góry zakłada wygraną obu stron ( patrz "linia Mareth"). Ja do końca drugiej fazy żyłem w przekonaniu, że wygrywamy, bo wykonywałem wraz ze stroną amerykańską praktycznie każdy cel jaki otrzymałem. Ba! Po zdobyciu lotniska, wręcz miałem takie poczucie niesprawiedliwości, bo czułem jakby to była tzw "gra pod aliantów" a Niemcy z góry mają się wycofywać i oddawać nam pole. Okazało się, że część sił niemieckich broniła pozycji 162, o której my, to jest amerykanie nie do końca wiedzieliśmy, iż mamy ją atakować, bo dostaliśmy zadanie zdobycia wzgórza 173 i tym samym zamknięcia nieprzyjaciela w kotle, co miało nam dać zwycięstwo. Ofc ostatecznie nie dało.| Tutaj niestety muszę się zgodzić z @Meister. Co do ilości automatów... Nie wiem, faktycznie wyjątkowo strona amerykańska była nieco silniej nasycona bronią automatyczną - ja sam pierwszy raz od bodaj dwóch, czy trzech lat wystąpiłem z thompsonem. Jednak wydaje mi się, że ostatecznie po obu stronach nasycenie bronią automatyczną było podobne, może z przewagą jednego czy dwóch thompsonów po stronie alianckiej. Pragnę jednak przypomnieć, że my atakowaliśmy. Moi drodzy, wybaczcie mi proszę ten nieco terrorystyczny ton i fakt, że jak zwykle jestem niszczycielem dobrej zabawy, pogromcą uśmiechów. Powyższy post nie ma na celu obrażenia kogokolwiek, a jedynie zwrócenie uwagi na pewne mankamenty, które będzie można łatwo naprawić w przyszłości. Pamiętajcie, że ostatecznie to wszyscy gramy do jednej bramki jako społeczność ash i powinniśmy wspólnie dbać o dobrą atmosferę i wysoką jakość gier. Jeszcze raz, wielkie dzięki, super było się z Wami wszystkimi zobaczyć Panowie! Do następnego!
  5. Nie, nie wyglądałby lepiej. Wyglądałby dokładnie tak, jak na froncie wschodnim. Toż lepiej założyć biały podkoszulek i spodnie hbt. Będzie to miało więcej wspólnego z Pacyfikiem xD. Organizatorze, może warto stworzyć wydarzenie na fb?
  6. A już chciałem zgłosić naszą trójkę ;_;...
  7. Pozdrowienia z Afryki północnej xD. Nie widzę w zasadach klasy snajpera. Czy to oznacza, że organizacja nie przewiduje takowych, czy wręcz przeciwnie i nie będzie to w żaden sposób limitowane? A może jestem niespełna rozumu i nie widzę? W każdym razie, zgłoszenie poszło, do boju Panowie!
  8. Dobrze napisane. Wprawdzie jestem raczej zwolennikiem filozofii "wygrał ten, kto się dobrze bawił", ale nigdy nie uda się wyrzucić z ash tego pierwiastka rywalizacji. W każdym razie, żeby wszyscy mieli jasność, oddział amerykański wykonał wszystkie cele, zarówno główne jak i dodatkowe. Postawiliśmy miny ( po rozminowaniu przez przeciwnika wykorzystaliśmy resztki dostępnych min i zrobiliśmy to ponownie), umocniliśmy się w pobliżu Wadi Faid ( po straceniu tej pozycji szybko ją odbiliśmy, a w momencie zakończenia gry, choć Oś była o włos od wyparcia nas z okopów, na pozycjach dalej było przynajmniej dwóch amerykanów), ewakuowaliśmy radiostację i kody z Maknassy i wreszcie, staraliśmy się wspierać atakujących z drugiej strony Brytyjczyków, a ostatecznie się z nimi spotkaliśmy. Jankesi nie zaatakowali, bo nie mieli takiego zadania. Naszym głównym celem, było utrzymanie pozycji umocnionej przy Wadi Faid i to zadanie wykonywaliśmy. Przez całą grę dysponowaliśmy maksymalnie dziesięcioma ludźmi ( choć często ktoś wędrował do samochodu, coś się działo z repliką lub inne tego typu problemy, w skrajnym przypadku na pozycji było nas czterech, ale przez połowę gry ośmiu). W myśl amerykańskiej filozofii ludzie - zadanie - sprzęt, nie widziałem sensu w organizowaniu wypadów, by stracić amunicję i bardzo szczupłych zasobów ludzkich, do bezsensownych ataków na przeciwnika który był liczniejszy, miał przewagę ognia i dysponował umocnioną pozycją, na stosunkowo wąskim froncie. W każdym razie, to raczej my mieliśmy kupę śmiechu, z nieporadnych prób podejścia na nasze flanki i bierności przeciwnika ;).
  9. Marzec 1943 Mimo wyhamowania marszu na Tunis, a także niedawnych przykrych doświadczeń zarówno w tym rejonie, jaki i przełęczy Kasserine dowództwo II Korpusu zadecydowało o powrocie sił amerykańskich w pobliże osady Sidi Bou Zid, by wesprzeć nacierające od południa wojska brytyjskie. Nasz oddział został wysłany jako forpoczta wspomnianego już II korpusu. Celem stało się stworzenie umocnień niedaleko Wadi Faid, a także, o ile będzie to możliwe, odzyskanie sprzętu radiowego i danych porzuconych przy okazji lutowego odwrotu w oazie Maknassy. Niestety wojennego szczęścia brakowało nam od samego początku operacji. Nie dosyć że przez ciężkie warunki pogodowe pojawiliśmy się w obszarze operacyjnym później niż zakładaliśmy, to burze piaskowe uniemożliwiły części naszych sił dotarcie na pole bitwy. Mimo braków w sprzęcie i personelu, podjęliśmy próbę wykonania zadania. W oczekiwaniu na przybycie reszty oddziałów, zbudowaliśmy niewielką, lecz silnie umocnioną pozycję obronną przy Wadi Faid, dodatkowo ustawiając od czoła pole minowe. Prawą flankę zabezpieczyliśmy drutem kolczastym, lewą natomiast zostawiliśmy w opiece siłom natury. Jak bowiem donosili zwiadowcy, znajdowały się tam bagna, które uniemożliwiały przedostanie się przezeń komukolwiek, a już napewno nie w taki sposób, by uszło to naszej uwadze. Szybko wysłałem doborową drużynę do Maknassy, by odzyskali tajemne kody i sprzęt. To przedsięwzięcie zakończyło się pełnym sukcesem bez jakichkolwiek strat. Tymczasem nieprzyjaciel począł sporadycznie pojawiać się w zasięgu naszego wzroku, co wzbudzało niepokój, zapowiadając mające nastąpić wkrótce uderzenie. Mimo wielu prób, niestety nie udało nam się nawiązać kontaktu radiowego z Brytyjczykami. Z czasem, ruchy wojsk niemieckich poczęły być bardziej zuchwałe. Przeciwnik podchodził coraz bliżej naszych okopów, by w końcu otwarcie na nas uderzyć. Niestety, los jakby z nas zadrwił - niewielka grupa którą wyznaczyłem do osłony wspomnianego wcześniej bagna, została porażona przez jakąś plagę rodem ze starego testamentu, przez co część żołnierzy krótkotrwale oślepła, a inni nie mogli korzystać ze swojej broni, gdyż w nieznanych okolicznościach uległa uszkodzeniu. Musieliśmy odesłać ich na tyły. Właśnie w tym momencie uderzyli w nas Włosi, prawdopodobnie elitarni komandosi, którzy pomimo tych nieludzkich warunków, zdołali przebyć bagno i wspólnie z nękającymi nas harcownikami niemieckimi, zająć Wadi Faid. Jak się potem okazało, dopuścili się w tym miejscu kilku zbrodni, znęcając się nad rannymi żołnierzami amerykańskimi. Historia osądzi tych niegodziwców ! Resztkami sił wycofaliśmy się i zajęliśmy prowizoryczne pozycje niedaleko El Guettar. Ponownie nieprzyjaciel począł nas nękać na flankach. Jednakże tym razem, to my skierowaliśmy oddział śmiałków przez bagna, by przypuścił atak na nasze dawne pozycje. Jednocześnie grupa naszych harcowników potykała się z oddziałami nieprzyjaciela przy Sidi Bou Zid i pokonawszy go, ruszyła do przodu w kierunku straconych umocnień. Przy wsparciu ataku od strony bagien i świeżych odwodów z El Guettar zostały one wyczyszczone z sił wroga i ponownie wpadły w nasze ręce. Wykorzystując sprzyjającą sytuację, zostawiłem przy Wadi Faid szczątkowy garnizon, który miał dokonać szybkiego remontu struktur obronnych, a sam na czele grupy szturmowej ruszyłem w stronę domniemanej bazy wypadowej sił osi. Zdołaliśmy nawiązać krótkotrwały kontakt z siłami brytyjskimi, od których odciągnęliśmy uwagę, jednak nieprzyjaciel miał miażdżącą przewagę, zarówno pod względem liczebności jak i siły ognia. Musieliśmy się wycofać do Wadi Faid, ponosząc przy tym ciężkie straty. Całe szczęście, garnizon zdołał ponownie zaminować teren i naprawić fortyfikacje, dzięki czemu uniknęliśmy całkowitego rozbicia. Następnie odparliśmy jeszcze kilka ataków, z których przynajmniej jeden był bliski ponownego wyparcia nas z obszaru umocnionego. Jak się potem okazało, były to działania które miały odwrócić naszą uwagę od głównego uderzenia, przeprowadzonego potężnymi siłami na naszej prawej flance, w Sidi Bou Zid. Harcownicy którym nakazałem patrolować ten rejon, zostali zmiażdżeni, lecz nieprzyjaciel zamiast zamknąć nas w kleszcze i rozbić, gnał naprzód. Ze względu na moje rozkazu, oraz fatalny stan ( zarówno liczebny jak i materiałowy) podległych mi oddziałów, postanowiłem pozostać na pozycji i zaniechać pościgu. W późniejszym czasie doszło do spotkania z Brytyjczykami, bez jakiegokolwiek kontaktu z wojskami niemieckimi lub włoskimi. Tyle ode mnie, bardzo dziękuje organizatorom i wszystkim osobom dzięki którym gra mogła się odbyć. Wyrazy wdzięczności również dla Marcina, który wyprodukował na moją prośbę pamiątkowe breloki. Wreszcie, wielkie dzięki dla WSZYSTKICH graczy, zarówno amerykańskich którymi to przyszło mi dowodzić, jak i Niemcom, chylę czoła za wyzwanie którym niewątpliwie było ścieranie się z wami. Natomiast bardzo nie dziękuję wszystkim amerykanom, którzy nie raczyli zgłosić swojej nieobecności odpowiednio wcześniej, czym uniemożliwili wykonanie planu operacyjnego i w pewnych aspektach wydatnie utrudnili płynną i przyjemną grę innym amerykańskim kolegom, psując tym samym zabawę. Choć zdecydowanie Linia Mareth nie zajmie wysokiego miejsca w moim prywatnym rankingu gier ash, to bawiłem się bardzo dobrze, a teren jest piękny i ciekawy. Na dobrą sprawę mam tylko jedną uwagę/zastrzeżenie - następnym razem bardzo proszę o zaznaczenie taśmą lub znakami terenów wyłączonych z gry, co by ograniczyć kwasy w jej trakcie ;). Do następnego!
  10. Nie będę ukrywał, że na "Orle gniazdo" wybierałem się z nastawieniem nieco sceptycznym, głównie za sprawą niewielkiej liczby graczy. Nie mogłem jednak już dłużej opierać się reklamie, którą zarzucił mi Dominik ;). Całe szczęście bardzo się pomyliłem ( z tym średnim entuzjazmem). Teren wymagający, ale jednocześnie zupełnie inny niż lasy pod Warszawą, Poznaniem czy Łodzią. Byłem tam pierwszy raz i po pośpiesznym rozeznaniu doszedłem do wniosku, że nie tylko ma spory potencjał jeśli chodzi o organizacje gier ash, ale jest też niezwykle urokliwy - serio urzekły mnie te pagórki i strumyczki. Sama gra dała mi sporo satysfakcji, jednocześnie mnie wymęczyła ( bo biegałem non stop od jednej pozycji do drugiej), ale też była w pewien sposób relaksująca - tak kulturalnej i luzackiej gry dawno nie było. Jednocześnie chylę czoła przed stroną niemiecką, bo już dawno nie stawialiście oporu tak twardego i w tak przemyślany sposób, żebym ( jako dowodzący strony alianckiej) autentycznie nie miał pomysłu co zrobić dalej, a w konsekwencji zaniechał dalszych prób ataku. Wobec tego moje osobiste gratulacje dla Mękara jako dowódcy, oraz dla Was wszystkich. Do organizatorów nie mam totalnie żadnych zastrzeżeń, poza jednym. Bardzo wasz proszę, aby w przy każdej następnej grze, w pierwszym poście była umieszczona pinezka z miejscem w którym mamy się spotkać, lub ( a najlepiej także) jakieś koordynaty - serio krążyliśmy ponad godzinę dookoła Skrzydlnej, co zaowocowało potężnym spóźnieniem, mimo naszego bardzo wczesnego wyjazdu z Krakowa. Oby więcej takich gier, mam nadzieję, że na następnej edycji "Gniazda" będzie przynajmniej dwukrotnie więcej graczy, abyście mogli zrealizować więcej założeń oraz rozbudować scenariusze, bo tak zacna miejscówka aż się o to prosi. Do następnego!
  11. Z całym szacunkiem Dominiku, ale bardziej logicznym i historycznym jest pozwolić, aby mg-schutze miał możliwość strzelania z biodra, niż zabieranie takiej możliwości automatic riflemanowi z US army. Nie kastrujmy i tak bardzo rzadko występującej broni wsparcia po stronie aliantów... Niemniej jednak, to tylko moja sugestia i nie mam zamiaru kwestionować twojej decyzji. Co do kopania, spróbujemy się jakoś zorganizować :).
  12. Czy ktoś byłby w stanie użyczyć radia stronie amerykańskiej?
  13. Cześć! Wrzucam linka ze zdjęciami od Beaty, są tam też zdjęcia od Szamana. Częstujcie się :). https://drive.google.com/drive/folders/1-a_uLypHlM9YWjzuRUmxBES7ACamElXM
  14. Z przykrością melduję, że tym razem nikogo z Doge Rangers nie będzie :c.
  15. Panowie, koledzy, towarzysze broni... Przede wszystkim bardzo dziękuję organizatorom za grę! Zaznaczam, że mimo tego co napiszę niżej, podobało mi się bardzo i szczerze pisząc "Arado" jest dla mnie na tą chwilę grą roku ( choć ciężko mi było się zdecydować przez wzgląd na rewelacyjny "Budapeszt"). Poniżej wypunktuje co MOIM ZDANIEM wypadło fajnie, a co mniej fajnie. Pozytywy : 1) Patrolowo - eksploracyjny charakter rozgrywki. Serio, najwięcej frajdy miałem do momentu, gdy zaczęło się więcej strzelania a nieprzyjaciel zbił się w większą kupę. Od wtedy zrobiło się zbyt... nie wiem, strzelankowo? Osobiście nie jestem fanem ostrego larpowania i organizowania tzw " przemarszów", ale takie wypośrodkowanie miedzy larpem, eksploracją a strzelaniem bardzo mi siadło. 2) Teren! Pomimo faktycznie panującego... bałaganu na terenie gry, mam bardzo duży sentyment do Woli wodyńskiej i cieszę się na każdą grę która ma tam się odbywać. 3) Odrobina larpu. 4) Ogólny zarys fabuły i szczypta "science fiction" - mam nadzieję, że będzie więcej dużych rozgrywek łączących historię z fantastyką pokroju serii Wolfenstein, z prototypowym uzbrojeniem czy postaciami rodem z filmów grozy/ superbohaterskich. 5) Działania w mniejszych składach - tego chyba tłumaczyć nie trzeba. Wszyscy wiedzą, że lubimy działać swoją ekipom i wolimy być zbici w kupę, nie zmieszani z innymi. Tym razem udało się zostać oddzielną drużyną i taki charakter działań był super. 6) Łączność radiowa i łańcuch dowodzenia. 7) Armaty 8,8cm! 8) Ostatecznie znośne limity kulkowe. 9) Ogólny klimat końca wojny, ciągłe uczucie z tyłu głowy, że każdy napotkany cywil może być dywersantem, a na każdym skrzyżowaniu mogą czaić się Niemcy… Negatywy : 1) …który był skutecznie zabijany przez zawziętość, liczebność i ogólne zorganizowanie przeciwnika ( dokładnie w punkcie niżej). 2) Zbyt alternatywna historia alternatywna. Mamy rok 1945, wódz Rzeszy nie żyje zaś jej terytorium jest rozszarpywane przez aliantów. I myk, mamy zorganizowane grupy armii niemieckiej ( liczniejsze od sił aliantów w regionie), w pełni umundurowane i doskonale wyposażone. Mało tego, siły te mają do dyspozycji transport lotniczy ( w przypadku kradzieży samolotu i nagłej ucieczki gdzieś w finale gry byłoby okej) i walczą bardziej zajadle, niż załoga wału atlantyckiego 6 czerwca rok wcześniej. Tymczasem, zwycięskie siły aliantów, dwie najmocniej zmechanizowane armie tej wojny, nie mają do dyspozycji żadnego transportu, są stale zagrożone atakiem silniejszego przeciwnika i mają ograniczoną amunicję. Totalnie mi to nie grało. Rozumiem kwestie balansu, ale z drugiej strony nie była to standardowa strzelanka w historycznych skinach, a coś zakrawającego o milsim/larp. Więc każdy kto jechał na tę grę powinien mieć świadomość, że walki będzie mniej a priorytetem będą ZADANIA i wczuwanie się w rolę sposobną do realiów. I to wykonywanie zadań powinno być promowane a nie zdobywanie pozycji, zabijanie nieprzyjaciela etc. 3) Organizacja wojsk niemieckich oraz obecność cywili. W nawiązaniu do punktu wyżej, to w co zbili się Niemcy, a co także wpływało na ich zachowanie, to wrzucenie wszystkich do jednego wora z napisem „NIEMCY”. Mamy 1945 rok… Moim zdaniem, wojownicy Rzeszy powinni byli zostać wyraźnie podzieleni na Wehrmacht i SS. Dlaczego? Bo pasowałoby to do realiów i pozwoliło urozmaicić rozgrywkę. Wprowadziłoby to kłopotliwe sytuacje, bo oto po tej samej stronie barykady, ale jednak na przeciwległych jej końcach mielibyśmy żołnierzy WH którzy nie bronią już swoich ziem, a starają się po prostu przeżyć i uratować siebie, lub swoje rodziny przed sowietami, być może kosztem honoru i ustępstw wobec aliantów zachodnich. Natomiast na drugim końcu mamy Ssmanów, zbrodniarzy którzy nie mogą sobie pozwolić na kapitulację, a przynajmniej nie bez oferty czegoś na tyle cennego, aby przysłoniło oczy zachodnich decydentów na okrucieństwa których się dopuścili. Do tego było nieco za mało cywili, mających dosyć wojny, brakowało jakiegoś nie wiem… Volkssturmu czy marionetkowej milicji lub innych sił porządkowych ustawionych przez okupantów. Wszystko wyżej spowodowało, że mimo jednej próby porozumienia między niemieckim dowódcą a moim oddziałem postanowiłem zakończyć rokowania i odprawić przybysza, bo po pierwsze nie wiedzieliśmy nic na temat którym próbował nas przekupić, po drugie był rok 1945 i nie byli w pozycji pozwalającej im negocjować jakiegokolwiek ustępstwa czy zdrady po stronie alianckie! A po trzecie… Rangersi nie będą zdradzali swoich towarzyszy! 4) Gdzie Rosjanie?! Totalnie brakowało mi choćby małego oddziału radzieckiego. Nawet takiego kombinowanego, na zasadzie komisarza i miejscowych działaczy komunistycznych. Po pierwsze dawałoby to Niemcom realne poczucie, że są w ciężkiej sytuacji i muszą uważać na „czerwonych”, po drugie stwarzałoby to ciekawe sytuacje, kiedy cele sowietów i aliantów zachodnich byłyby podobne, jednak ich osiągnięcie nie zakładało porozumienia. Relacje stron mogłyby się dynamicznie zmieniać od początkowo przyjaznych, przez szorstkie aż do niezbyt przyjaznych czy nawet wrogich. 5) Czasami niezbyt logiczne zadania, biorąc pod uwagę scenariusz gry ( to o czym pisał wyżej Dominik). I to by było na tyle, nic więcej mi do głowy nie przychodzi. Jeśli chodzi o bardziej fabularno osobiste relacje, to zostawię je na opowiastki przy jakimś piwerku czy innym napoju :). Podczas całej gry doświadczyłem tylko jednego kwasu związanego z uczciwością żołnierza strony przeciwnej, ale nie miało to wielkiego znaczenia w sytuacji w której się znaleźliśmy, więc nawet nie ma po co tego przywoływać. Jednocześnie przepraszam jeśli samemu dopuściłem się jakichś niegodziwości – jeśli to zrobiłem to całkowicie nieumyślnie. Na koniec pragnę podziękować w szczególności moim kompanom, kapralowi Miśkowi, Sierżantowi Guzolowi, Kapralowi Darkowi oraz szeregowemu Lockowi bo bez was ta gra nie miałaby dla mnie większego sensu i z całą pewnością nie dałaby mi tyle frajdy. Nie mam wątpliwości, że jesteście iście elitarnym zespołem a błękitno-złote emblematy na waszych mundurach są zasłużone. Także naszemu komandorowi – Dominiku, służenie pod twoim dowództwem było przyjemnością – oby jak najwięcej takich batalii, ponadto Brytyjczykom z którymi współpraca szła bardzo owocnie ( zwłaszcza dwóm kolegom, z którymi zdobyliśmy lotnisko ;) ). Chylę też czoła przed twardymi Niemcami, bo warunki pogodowe były ciężkie, a mimo to znakomita większość z was nie odpuściła do. Nieźle nas podeszliście ( choć nie będę udawał zaskoczenia takim obrotem spraw) w miasteczku a ostrzał z waszego karabinu maszynowego i wrzucane do kościoła granaty napawały grozą. I oczywiście wielkie dzięki dla fotografa! Do zobaczenia na następnej :D !
×
×
  • Create New...