Ja polecam taki sposób:
Wziąć piwo, farbę (najlepiej NFM), replikę i zejść do piwnicy. Tam postawić karabin na kolbie. Wypić piwo i kilkoma dłuższymi pryśnięciami pomalować karabin "po całości" (ważne, nie odtłuszczać powierzchni repliki). Podczas malowania specjalnie nie przykładać się do roboty bo zrobią się zacieki. Zostawić replikę na noc do wysuszenia. Rano zabrać karabin na strzelanie. Po kilku strzelankach farba zacznie się przecierać, odpryskiwać a karabin zacznie wyglądać jak ze śmietnika wyjęty. Kiedy będzie ni czarny ni zielony czyli taki podobny do niczego, oznacza to, że mamy kamuflaż w sam raz do lasu w krzaki, bądź gdziekolwiek. Kiedy zauważymy na replice więcej czarnego niż zielonego - czynność powtórzyć, równie niedbale jak poprzednio. Precyzyjne malowanie listków, gałązek i patyczków na karabinach - zostawmy modelarzom :wink: