Na posterunku Sikorka dwukrotnie przyszło nam strzelać do Stalkerów kiedy mimo kilkukrotnych wezwań do poddania się kontroli nawiewali, aż im płaszcze powiewały w poziomie.Trochę jak z testem na wiedźmę, jak się wiedźmę wrzuci do wody, a ta utonie, znaczy się nie wiedźma. Jak wiedźma umie pływać to się ją utopi bo wiedźm nie lubimy :) Nie uciekający Stalkerzy nie mieli najczęściej żadnych problemów poza wpadaniem w kolejne knucia Kozmika.
Na wzgórzu założyliśmy OP i stamtąd mieliśmy rewelacyjne widoki. Z odległości jakiegoś 1,5 kilometra obserwowałem, przez lornetkę szaleńczy bieg mutka z pazurami i wolną krążącego za nim, jak się okazuje pilota. Przez lornetkę z podziałką patrzyło się na to bardzo klimatycznie. Generalnie jak stwierdziliśmy z bratem przejście przez kordon można było wykonać z palcem w dziurce - wystarczyło albo się lepiej kryć (a nie wparować w 5 na polanę ;) ) albo kombinować i się targować. Szkoda tylko,że gra zanikła wieczorem.
Od 19 czekaliśmy do 21:30 na mający nastąpić za 7-8 minut atak Stalkerów na posterunek :p