Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

zadyma2000

Użytkownik
  • Posts

    19
  • Joined

  • Last visited

zadyma2000's Achievements

  1. Po kilku dniach opracowywania relacji, w końcu znalazłam chwilę, żeby ją popełnić... Nastał czas na kolejne spotkanie, a raczej już konkretny trening. A jak kolejny trening, to mnie tam zabraknąć nie mogło. Przecież ktoś opisać to musi. Tym razem frekwencja była troszkę mniejsza, ale i tak było bardzo miło i ciekawie. Ale zacznijmy od początku. Plan nie był jakiś skomplikowany i co najważniejsze, w planach była sama praktyka, czyli coś konkretnego. Na pierwszy ogień, a chyba raczej na rozgrzewkę poszedł taker. Dlaczego? A no dlatego, że w czynie społecznym zostały zrobione stojaki (w tym miejscu należą się podziękowania dla Artura, który je zrobił) i tarcze (własnymi rękami robił je Łukasz z Anką). Skoro już były stojaki i tarcze… No to sami się domyślcie :icon_mrgreen: Jak już się rozgrzaliśmy i przygotowaliśmy cele, to przeszliśmy do zaplanowanych ćwiczeń. Kontrola chwytu… Oj… Co tu się działo… A ile macania było… Macanie jedną i obiema rękami… :maniak_luzik: Znaczy się chwyt jedną i obiema rękami. :icon_twisted: Trzymanie prawą i lewą ręką… Normalnie… Napisałabym, że macana orgia na treningu, ale pewnie ktoś się oburzy, więc napiszę, że było sporo ćwiczeń. :maniak_OK: Miały one na celu znalezienie najwygodniejszego chwytu. Kolejny etap, to strzelanie w marszu. I tu zaczynają się schody, ponieważ prowadzący nazwał chód „chodem kaczki”, a ja bym powiedziała, że to bardziej chód gejszy przypominało. :icon_wink: Ale sens jest ten sam. Drobić kroczki, stawiać je małe, ale często (i dlaczego mi się to z parciem na pęcherz kojarzy?) :icon_rolleyes: :teeth: :sciana:Chodziliśmy do przodu i do tyłu. Celując przed siebie i po bokach.. Potem kolejne punkty. Strzelanie z za barykady, podnoszenie broni ze stołu, strzelanie z za stołu . Były przymiarki do strzelania z za rogu… Dokładniej co można, a czego zrobić nie wolno. Zbieranie broni ze stołu. Jak sobie ją ułożyć, żeby było wygodnie i szybko. No i cały czas macanie, znaczy chwytanie broni… Jakiś taki macany na razie ten trening… :maniak_luzik: :maniak_jezyk2: :maniak_OK: Ale wróćmy na ziemię, znaczy do Areny. Kolejna cześć treningu, która mi się spodobała, to siedzenie za stołem, przymiarki do strzelania z za stołu. I hasło: szerzej te nogi pod stołem… Chodzi o rozstawienie stóp pod stołem, a co Wy sobie myślicie? Zboczuszki :maniak_jezyk2: Na koniec, żeby nie było samego treningu na sucho, kulki zaczęły latać. A to z marszu do przodu i do tyłu, a to z za stołu. Po prostu można było teorię zastosować w praktyce. I chyba co najważniejsze o tej porze roku, to, że tym razem pogoda dopisała, i z replikami nie było problemu, a co za tym idzie, można było naprawdę potrenować. Na następny trening umówiliśmy się na marzec, choć jeszcze konkretnego dnia nie mamy ustalonego.
  2. Relację ze spotkania czas popełnić… Lojalnie uprzedzam, będzie bardzo subiektywna, a na domiar złego, popełniona przez kobitkę, a co za tym idzie, widziana moim, babskim okiem… Nastał ten długo wyczekiwany dzień… Niedziela, 13 stycznia 2012. Była piękna, słoneczna pogoda, nie licząc tego padającego śniegu, wiejącego wiatru i zimna, które przenikało wszelkie możliwe warstwy… Ale my się nie poddamy i ruszamy na miejsce, czyli do Młyna Sułkowickiego. Po przybyciu, okazało się, że już część chętnych czekała, ale jeszcze kilka chwil nam zostało, więc czekamy… Co chwilę ktoś dochodził, aż w końcu zebrało się nas 11 osób plus ja, Wasz nadworny kronikarz. Oczywiście kilka chwil na poznanie, wymiana zdań, uwag, gadka o wszystkim, czyli o niczym. Mieliśmy jeszcze kilka chwil, Panowie wyciągają kanapki i zaczyna się piknik :maniak_luzik: Brakowało jeszcze jakiegoś ogniska, albo choć koksownika, żeby się troszkę ogrzać, ale i bez tego daliśmy radę, a humory nas nie opuściły. Nadeszła właściwa pora i wchodzimy do Areny. Mamo… Po kilku chwilach stania na zimnie, wejście na drugie piętro stanowiło wyczyn, który już zasługiwał na uznanie i oklaski. Wszyscy okazali się dzielni, silni i zahartowani i oczywiście wdrapali się na wysokości. Kolejny etap, to przejście przez labirynt już w samej Arenie. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie urządzili sobie małej wycieczki krajoznawczej- znaczy część grupy lekko zbłądziła, ale szybko się odnaleźliśmy i dołączyliśmy do czoła peletonu. Wskazano nam szatnię, w której można było się przygotować, zostawić zbędne rzeczy. Jeszcze kilka chwil ogólnego chaosu i zaraz się zacznie… Dosłownie po kilku minutach, kiedy wszyscy już byli zwarci, silni i gotowi, zebraliśmy się w przejściu i się zaczęło. Na pierwszy ogień poszły przepisy. Oczywiście nie czytaliśmy ich na spotkaniu, tylko były omawiane. Padały różne pytania i odpowiedzi na nie. Fajnie, bo tak naprawdę zrobiła się burza mózgów i można było spokojnie wyjaśniać wszelkie wątpliwości. (Japońscy turyści dotarli i tu- zdjęcia robione były i to w ilościach hurtowych :maniak_OK: ). Po suchych przepisach przyszedł czas na macanie :maniak_jezyk2: Ups… Pardon… Na oglądanie i omawianie sprzętu, a także jak ktoś chciał, to mógł potrzymać replikę „sąsiada”. To zajęło kilka minut, ale i tu również była burza mózgów, wymiana doświadczeń i porad w stylu „co?”, „gdzie?”, „kiedy?”. (W tej części japońscy turyści znów się uaktywnili i aparaty poszły w ruch.) Część teoretyczną mamy już za sobą, ale mały niedosyt wciąż w nas drzemie… Decyzją większości, przechodzimy do praktyki. No może praktyka, to za duże słowa, ale jak już się ma repliki, które są gotowe do działania, to grzechem by było nie użycie ich. Mija chwila i tarcze już zostały poprzypinane. Zaczynamy właściwą zabawę. Jeszcze tylko kilka słów wyjaśnienia i się zaczyna… Padają komendy i poszli… Pierwszy „start” był często stopowany, ale chodziło o to, żeby wytłumaczyć, za co sędzia może „dać po łapach”. Potem już szło płynnie i non stop coś się działo. Po kilku przejściach pierwszego toru, został zmieniony tor i znów zabawa szła w najlepsze. Wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Jedyny minus, a raczej nie minus, tylko problem techniczny, nad rozwiązaniem którego trzeba jeszcze pomyśleć, to zachowanie replik na green gas. Niestety, jak na wstępie pisałam, było dość zimno i replikom chłód nie służył. Dokładniej, gaz się ich nie trzymał i to trochę bardzo skróciło zabawę. Niemniej… Coś się wymyśli… Na zakończenie napiszę tak: I ja tam byłam… Marzłam i zdjęcia robiłam…
×
×
  • Create New...