Hmm, wcześniej tego nie zauważyłem.
Oczywiście, swoboda w komponowaniu ekwipunku w warunkach bojowych była w amerykańskiej armii w ogóle spora (podobnie, jak w każdej armii), ale powiedziałbym, że twierdzenie, że może istnieć armia bez regulacji, to taki sam mit, jak wsadzanie średniowiecznego rycerza na konia za pomocą dźwigu... Położenie określonych elementów ekwipunku, takich, jak manierka, maska p-gaz, kabura, pas czy plecak było ściśle i jednoznacznie określone - jeśli chciałbyś wiedzieć, gdzie co powinno się znaleźć, to zajrzyj do Field Manual 21-100.
Ze względu na metody budowania morale (wynikające poniekąd z doktryny użycia i wcześniejszych doświadczeń niemieckich i brytyjskich), swoboda w komponowaniu niektórych elementów oporządzenia była natomiast większa u spadochroniarzy - czy tego chcesz, czy nie. Mówię w tym momencie o ekwipunku składanym PRZED wejściem do akcji, a nie np. o szturmie w warunkach polowych czy odpoczynku na zapleczu - bo w tych wypadkach panuje kompletny freestyle, widoczny na wielu, wielu zdjęciach. Z drugiej dla odmiany strony, rygor podczas szkolenia był również tak ostry, jak wszędzie.
Skutkiem ubocznym tej swobody było z kolei częste niszczenie ekwipunku podczas skoku, ale to już osobny temat.
Wreszcie - założenia dotyczące strat podczas inwazji w Normandii nie są żadnym mitem... Zakładano straty na poziomie co najmniej 50%, a co bardziej pesymistycznie nastawieni oficerowie, jak marszałek Leigh-Mallory, mówili otwarcie o katastrofie i stratach na poziomie 80-85%, wykluczających w praktyce jakiekolwiek alianckie operacje powietrzno-desantowe w przyszłości. Mimo tych kalkulacji, opartych na danych wywiadowczych, Eisenhower za radą generała Bradleya zdecydował, że użycie wojsk powietrzno-desantowych jest kluczowe dla powodzenia całego desantu.