Ok, widzę że czas zabrać głos bo zaczynasz wspominać tutaj moją ksywkę. Nie chciałem aby w jakikolwiek wiązać mnie ani moją grupę z tą żenującą imprezą, bo to co się na niej działo przeszło granice dobrego smaku. Przeszło daleko za daleko. Jeśli ktoś myśli, że nadrobi bigosem i kilkoma petardami rażące braki organizacyjne, spożywanie alkoholu przed, w czasie i po rozgrywce - to sorry, faktycznie ja i moja grupa faktycznie daliśmy dyla z tej imprezy, cichcem, chyłkiem, byle dalej. Chcieliśmy organizatorom oszczędzić przykrych słów i dlatego grzecznie się pożegnaliśmy, zapłaciliśmy za domek (mimo, że proponowano nam go za free), a na pytanie czy musimy jechać po prostu odpowiedzieliśmy - tak, musimy.
Pierwsza i najważniejsza sprawa: bardzo proszę osobę, której przekazaliśmy klucze od domku NR 3 w sobotę aby przekazała je Aleksowi! Przekazaliśmy klucze w dobrej wierze, aby naprawić nasz błąd i niedopatrzenie przy rozliczaniu. Niestety do tej pory klucze nie dotarły do Aleksa. Z tego miejsca pragnę przeprosić organizatora za problem, który powstał powodowany brakiem tychże kluczy. Gdy płaciliśmy za domki po prostu zapomniałem je oddać, organizator tym samym zapomniał o nie zapytać... może gdyby przelano mniejszą ilość browarów nie zapomniano by o tym. Nie wiem, alkomatem nie badałem. Widziałem jedynie w sztabie na "stoliku ścisłego dowodzenia" ilość wydanych chmielowych rozkazów.
A teraz ad rem, subiektywne wielce odczucia moje i grupy Szpon:
- dojazd - gdy organizuje się imprezę to odpowiednio się pewne rzeczy zabezpiecza, względnie informuje. Dojazd na poligon to istne camel trophy. To że przy wyjeździe coś urwałem, kilka aut ugrzęzło w błocie, wyciąganie ciągnikiem - org olał zupełnie. Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak był moment przyjazdu - zakopani, zblokowani w błocie po kolana dzwonię do organizatora aby w jakiś sposób się salwować, odbiera jakaś Pani, po głosie słychać że już po kilku "rozkazach". Mówię w czym rzecz. Usłyszałem, a radźcie sobie, jak Wam nie pójdzie zostawta auto w pizdu, bierzcie rzeczy - jest impreza, rano się pomyśli. Uogólniając taki dostałem przekaz. Lekko mnie zaskoczyło, ale co tam. Walka z błotem - element przygodowy. Dojechaliśmy, na wyjeździe jednak element przygodowy zakończył się dla mnie uszkodzeniem zawieszenia. Trudno. Mi przynajmniej udało się wyjechać po godzinnej walce z żywiołem, inni mieli mniej szczęścia.
- ochrona i ich nocne manewry - po zakwaterowaniu w domku, za który jesteśmy wdzięczni organizatorowi podeszła do nas grupka młodych jegomości z lekko agresywnym nastawieniem, widać kilka "rozkazów" mieli już za sobą. Smarkateria zaczęła inkryminować czy to aby nie my rzucamy petardami, bo jakąś dziewczynę "przypaliło". Jak się okazało była to nocna ochrona obozu z chęcią pacyfikowania i tłumaczenia pięściami co wolno a czego nie. Dało się wyczuć pełne pokoju i przyjaźni nastawienie. Ta sama ochrona, w nocy, po jeszcze większej ilości "rozkazów" podeszła do nas z zapytaniem czy świecimy im laserem do domku. Podeszli z giwerami (nie wiem czy naładowanymi, ale wycelowanymi w nas). Po krótkiej rozmowie stwierdzili, że oni tu mają nocne manewry i idą połazić. Pijani, z giwerami, pełni chęci wypełniania następnych rozkazów. Komedia. Po prostu GROM z jasnego nieba. ;-)
- sobotnia odprawa - przedmówcy opisali już jak to wyglądało. Opóźnienie każdemu się zdarza. Ale, że organizatorzy kłócą się przy dowódcach teamów, że jeden coś napisał, drugi nie przeczytał, czegoś tam nie dostał. Żenua Panowie.Po odprawie czyli rozdaniu kopert dowódcy się rozeszli. Zero ustalenia komunikacji między oddziałami, ba! pomiędzy oddziałami a sztabem nawet. Gdy o to zapytałem - są komórki przecież, będą se radzić. Stojąc z boku nie komentowałem, zaczynałem się odsuwać na bok i zastanawiać jaka będzie w tym rola, rzekoma rola Dwighta - dowódcy strony alianckiej. Jak się okazało moja rola miała polegać na siedzeniu w sztabie przy odpieczętowanej zgrzewce rozkazów. Zapytałem gdzie jest jakaś mapa, odwzorowanie pola walki? A po co, przecież rozkazy dostali w kopertach. Zero dynamicznych zmian, brak możliwości wydania rozkazu oddziałom, brak jakiejkolwiek interakcji ja-oddziały. Zatkało mnie. Dowódca, taka moja mać. ;-) Uzgodniłem, że będę na polu walki, ramię w ramię z chłopakami - po prostu tego dnia byłem tym typem generała, który krzyczał "za mną", a nie "tam atakujcie". ;-)
Na tejże odprawie, parę minut wcześniej na oczach organizatora pito browarki w najlepsze.
- pole walki - jak już na nie trafiłem to starałem się sobie przypomnieć: gdzie ja jestem? Ardeny? Była taka mapa Quake'u?
Miały być manewry... było, sam nie wiem co. Mógłbym jeszcze wymienić wiele ciekawych przykładów, ale już mi się nie chce. Chciałem tylko zdjąć przypiętą etykietkę "nieodpowiedzialny". Wzorem połowy uczestników zrezygnowaliśmy z udziału w dalszej części "zlotu". Podziękowaliśmy za zaproszenie, za udział, zapłaciliśmy, grzecznie odmeldowaliśmy się i wyjechaliśmy z zamysłem w głowie, że weekend może nie do końca stracony, że w niedzielę zdążymy się jeszcze postrzelać z chłopakami na Wistomie. Nie chcę pogrążać dalej i wywoływać animozji pomiędzy moją grupą a organizatorami. Na przyszłość po prostu będziemy omijać szerokim łukiem imprezy pod szyldem AK Militaria i grupy Grom.