Moje wrażenia ;) Generalnie pozytywne. Jako jedna z osób budujących i operujących Gułagiem bawiłem się średnio w dzień - dopiero później keidy z fizjogiem wyszliśmy "w pole" poczułem klimat larp'a. Spotkanie z mutantami i monolitem było świetne - osoby przebrane za mutantów wprost perfekcyjnie wczuły się w role, które grały. Kiedy nas nie było, Gułag został zdobyty :(
Podczas wędrówki przez zonę, napotkaliśmy wojskowych, którzy dopiero po naszej napomince zaczęli przywiozić do Gułagu więźniów (jak sami wojskowi to określili "zabijali każdego, nie brali więźniów, żeby ich nam dostarczyć" - spoko, po to był Gułag
W barze po przehandlowaniu sprzetu, który dostaliśmy od dowódcy Gułagu dostaliśmy informacje o zdobyciu gułagu i dotarło do nas, że we dwójke jesteśmy jedynymi ocalałymi oficerami i za wszelką cenę musimy się tam dostać. Wynajęliśmy stalkerów aby nas przeprowadzili do Gułagu za szczodrą opłatą. Wydaje mi się, że dzieki takiej improwizacji ruszyliśmy troszkę fabułe, a i stalkerom się podobało ;)
Po powrocie do Gułagu do północy bronilismy się przed najeźdzcami, którzy finalnie nas nie zdobyli ;0
Podsumowanie:
-Chciałbym podziękować Rysiowi i jego ekipie, za zabranie mnie ze sobą na zlot, Finowi za transporty, Siwemu za docenienie mojego i fizjoga wysiłku w barze, mutantom za klimat, monolitowi za profeske, stalkerom za stalkerstwo ;) ;)
BTW Siwy - jestem chętny by pomóc ogarnąć strony i zadania przy nastepnej edcyji zlotu. Pozdrawiam