Cóż... nie twierdzę, że pomysł, który zaraz przedstawię jest całkowicie przemyślany - z góry mogę powiedzieć, że nie jest :D to zwyczajny wymysł jaki naszedł mnie ot tak nagle, a który wydał mi się dosyć ciekawy.
Od razu chcę zaznaczyć:
1) ciężko byłoby coś takiego zorganizować ze względu na potrzebną ilość ludzi, czasu i specyficznego miejsca
2) pomysł trzeba by było doszlifować (zapewne bardzo mocno)
3) no ogólnie jakoś trudno mi sobie wyobrazić taką imprezę :D
Liczba osób: duża (przynajmniej z 60 dla odpowiedniego efektu)
Potrzebny czas: dłuuugi (tydzień to absolutne minimum, choć w tym czasie pewnie nic poważnego by nie wynikło)
Miejsce: stworzone obozowisko/opuszczone miasto (kilka takich jest, ale konia z rzędem temu kto zdecyduje się tam nocować :D)
Dodatkowy warunek: normalny 'cywilny' ubiór (można oczywiście się przebrać do akcji bojowej) i najlepiej broń krótka (+ ew. schowana broń na specjalne okazje)
Przechodząc do meritum:
czy słyszeliście o słynnym eksperymencie o nazwie "Więzienie Stanfordzkie"? W jeden budynek wsadzono bandę studentów, którym przydzielono role strażników i więźniów, a następnie obserwowano jak z czasem zmieniają się ich zachowania, nawyki, osobowość itd.
Żeby nie było - nie proponuję drugiego "Więzienia". W mojej głowie narodził się pomysł zgoła inny.
Otóż: zabawa zaczęłaby się od potajemnego rozdania tzw. 'kart przynależności' - tu pozostawiam inwencję dla tych, którzy być może spróbują ten scenariusz odegrać: wymyślić można dowolne grupy, byleby tylko dwie były antagonistycznie do siebie nastawione, a jedna była neutralna - czyli powstać muszą 3 grupy.
Ktoś teraz zapyta: "Jaka w tym innowacja?! Zwyczajnie jedni z drugimi się ponaparzają, będzie sieczka i koniec. Gdzie w tym haczyk?!"
Już odpowiadam: haczyk w tym, że... po rozdaniu rzeczonych 'kart przynależności' i zapoznaniu się ze swoją frakcją, karteczkę chowamy (nosimy ją obowiązkowo) i... morda w kubeł. Nikt nie kto kim jest - być może kumpel z którym przyjechałem jest tylko cywilem... ale może też być członkiem opozycyjnej bojówki. Może też należeć do tej samej grupy ... Celem rozgrywki jest odkrycie wszelkimi metodami "swoich" oraz wykrycie przeciwników i ich "neutralizacja" ;]
Dodatkowym czynnikiem jest ludność cywilna, która na początku jest neutralna, ale może zostać... agitowana :D na rzecz którejś ze stron (ale taka współpraca może być niebezpieczna - przecież cywil może robić do nas ładną minę, a jednocześnie pracować na dwa fronty... albo udawać, że pracuje dla nas).
Aby wykryć zarówno swoich, jak i wroga należy uskuteczniać infiltrację: podsłuchiwać, podglądać, spróbować podpatrzeć karteczkę, wymusić zeznania (czy mówiłem, że każdy ma tylko jedno życie? Żadnych respów? Nie? No to już wiecie :D), po kryjomu zostawiać anonimowe wiadomości (próbując być może zebrać swoich, albo sprawdzając kto swojakiem nie jest). Możliwości są praktycznie nieograniczone... ale z taką, mówiąc wprost, konspiracyjną zabawą wiążą się pewne niebezpieczeństwa: co jeżeli, ktoś za bardzo przejmie się swoją rolą? Tak stało się właśnie w czasie eksperymentu w Stanford.
Główną bolączką całości scenariusza jest trudność w znalezieniu logicznego wytłumaczenia dla faktu nieznajomości sojuszników.
Niby można by każdą grupę zaznajomić ze sobą, np. wiedziałoby się wtedy kto jest we własnej drużynie, ale nie wiadomo by było kto jest w drużynach cywilów i wrogów, ale takie rozwiązanie też ma swoje minusy, a dokładniej czynnik ludzki - jak powszechnie wiadomo ludzie dążą do zwycięstwa. Dążą do niego w każdy możliwy sposób - uczciwy lub nie. Oszustwo w tej rozgrywce (czyli. np. podpatrzenie zebrania którejś z grup) niweczyłoby wszystko to co próbowano przez taką 'psychozabawę' osiągnąć.
Nie wiem czy opisałem wszystko tak jak chciałem, czy wszystko wyjaśniłem, czy niczego w trakcie pisania nie pogubiłem itd. itp.
Jak już mówiłem - cały scenariusz traktuję raczej jako ciekawostkę do przedyskutowania (na pewno moja wersja, którą śmiało można nazwać 'wczesną alfą' zawiera wiele niespójności i nielogiczności). Ale! Być może kiedyś ktoś się na coś podobnego porwie i spróbuje ten scenariusz zorganizować. Pozdrawiam!
PS. Okoliczności, wymyślenie stronnictw itp. pozostawiam praktycznie do wymysłu dla każdego, gdyż stanowią one w sumie tylko nieistotne tło dla działań graczy.
PS2. Za wszelkie błędy, 'style' i niegramatyczności - sorry folks :)