Witam! Tydzień temu postanowiłem pobawić się w serwisanta i samemu wymienić sobie tłok, w którym starły się zęby. Moja replika to JG G608. Ogólnie rozkładanie i składanie gb już chyba w miarę opanowałem, wiem mniej więcej co tam w środku piszczy.
Wypodkładkowałem od 0 zębatki/łożyska, po czym nasmarowałem i złożyłem gb z nowym tłokiem. Po złożeniu wszystkiego efekt jest taki, że replika chodzi, jakby była zadławiona, nie jest to taki agresywny, czysty strzał, tylko brzmi, jakbym strzelał repliką wsadzoną pod kołdrę. Kulki lecą na około 10 - 15 m. Nie przebija kartonu.
Z rzeczy, które ustaliłem:
- głowica tłoka jest szczelna w cylindrze ( testowane zatykając palcem dyszę)
- głowica cylindra jest szczelna z dyszą ( przy strzale jak się zatka dyszę, tłok nie wraca do końca, wraca dopiero po puszczeniu palca)
- może coś być z gumką, bo samemu sobie rozebrałem komorę, żeby sprawdzić jak to w środku wygląda. Jednak przy składaniu robiłem tak samo, jak na poradnikach, więc raczej tego nie dało się zchrzanić. Jak kręcę komorą HU, to widać w lufie, jak dystanser porusza gumką w górę i w dół.
- " test papierka" nic nie wykazuje. Szczelność między dyszą, a lufą raczej jest.
- przesmarowałem wszystko silikonem, także gumkę od zewnątrz, jednak chyba ewentualnie by nie podkręcała kulki, a nie plułaby kulkami na 10m.
Co jeszcze można sprawdzić? Macie jakieś pomysły co może być nie tak? Z góry dzięki!