(CENZURA ;))
Ze swej strony dodam nieiele, bo już prawie wszystko powiedziano. Ale jedna rzecz warta jest chyba podkreślenia - ogromny odsetek uczestników, którzy airsoft pojmują jako coś na kształt Quake'a na żywo. Poziom dyscypliny był momentami żałosny. Już w pierwszych godzinach gry otrzymaliśmy przez radio informację, że nasza kompania Bravo została rozdeptana przez ruskich. Jak się potem okazało, po dotarciu na miejsce wyznaczone im do obrony, większa część kompanii zajęła pozycje, a mniejsza odesłana została do rezerwy na tyły. Po krótkim czasie obrońcy podjęli decyzję o opuszczeniu pozycji... aby udać się do bazy na spoczynek. O czym nie raczyli poinformować rezerwy, która została zaskoczona przez atak wroga z menażkami w rękach i batonikami w ryjkach. O dziwo walczyli przez 20 minut, zanim radio ostatecznie zamilkło. Takich przypadków była masa - samowolne opuszczanie pozycji, rozpełzanie się po terenie w zupełnie niekontrolowany sposób, ignorowanie rozkazów... Przezabawna była ekipa, która dostała zadanie obrony jednego z podejść do NATOwskiej bazy. Zaprotestowali, bo chcą iść spać. Dziku stwierdził, że nie ma problemu, bo mogą spać na zmiany na pozycji. Ludki były w szoku: "Ale to jest w lesie!".
Widziałem też oddział, który kwestię: iść do ataku, czy nie iść, rozstrzygnął w drodze głosowania - jakieś 20 chłopa z dowódcą na czele wybrało powrót do bazy na kimanie, trzech poszło do walki. Żałość.
Na szczęście po obu stronach były ekipy nastawione na coś więcej, i dzięki nim całość nie rozlazła się kompletnie w szwach.